niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 19.

    - Chyba jednak zostanę w domu - burknął Miles, spoglądając na przyjaciółkę, która siedziała właśnie po turecku na jego łóżku. Sophie westchnęła zirytowana i wywróciła oczami.
    - Przestań pajacować, Miles. Twoja mama też uważa, że powinieneś wrócić do normalnego życia. Zostaw przeszłość za sobą, no błagam! Od pogrzebu minął prawie tydzień!
    Raper skrzywił się pod nosem i przysiadł na brzegu materaca.
    - Łatwo ci, kurwa, mówić. Widzisz co się dzieje? Ojciec Bekky mnie pogrążył, chociaż wtedy nawet jeszcze o tym nie wiedział... Kto mógł nagrać ten pieprzony filmik?
    - Czy to ważne?
    Rzucił brunetce jedno ostre spojrzenie.
    - Media wręcz się biją o wywiad ze mną. Wieszają na mnie psy. Kiedy pojawię się pod klubem, zaraz obejdą mnie pieprzeni paparazzi. Wszyscy mają mnie teraz za pierdolonego potwora, słusznie zresztą. Ale nikt nie musiał wiedzieć jaki jestem naprawdę! - fuknął, zaciskając dłonie w pięści.
    Wszystko wymykało mu się spod kontroli. Jake cały czas miał do niego żal, z Kimberly był skłócony, a teraz jeszcze wszędzie huczało o tym, jak potraktował swoją byłą żonę. Wiele osób, tak samo jak sam Miles, twierdziło, że był winny śmierci Rebecki. To wszystko powodowało, że mężczyzna najchętniej już nigdy nie opuszczałby swojej posiadłości.
    - Miśku... - głos Sophie tym razem zabrzmiał łagodnie. - Niczego złego nie zrobiłeś, zrozum. Ludzie się rozwodzą, małżeństwa się rozpadają... Ty i Rebecka odsunęliście się wtedy od siebie, wasze uczucie po prostu wygasło... Nie mogłeś być z nią do końca życia. Byłbyś nieszczęśliwy. A przecież każdy człowiek ma prawo do szczęścia... - uśmiechnęła się lekko, siadając za plecami Milesa i delikatnie zaczynając masować jego barki. - Każda decyzja, którą podjąłeś była dobra. Zobacz ile osiągnąłeś... Gdyby Bekky nie zaczęła ćpać, może udałoby się wam uratować związek. Ale ona się poddała... To znaczy, że nie zależało jej tak naprawdę na tobie i na Jake'u.
    - Nie mów tak... Ona kochała naszego syna... Zresztą, zapomniałaś już jakie numery odstawiała cztery lata temu...?
    - Tak, pamiętam. Moim zdaniem właśnie tym udowodniła, że chciała cię zniszczyć. Pewnie tylko udawała taką biedną, a tak naprawdę świetnie się bawiła z tymi swoimi kumplami od cracku i innego świństwa. Ryzykowała życie Jake'a, chociaż może robiła to nieświadomie. Ale robiła to po to żeby skrzywdzić Kimberly... Tym sposobem usiłowała cię zranić.
    Miles wiedział, że Sophie odwracała kota ogonem i chciała po prostu, by poczuł się lepiej... Mimo wszystko, może jednak był jakiś sens w tym, co mówiła...? Sam już nie wiedział co myśleć i w co wierzyć.
    - Rozluźnij się... Ona odeszła i nie zmienisz tego. Przechodzisz przez żałobę i  musisz stanąć na nogi, skarbie... Kiedy będziesz gotowy, zwołasz jakąś konferencję, czy coś... Opowiedz wtedy prawdę... Wszystko...
    - To głupi pomysł - mruknął cicho, przymykając oczy.
    - Zawsze możesz napisać książkę... - jego towarzyszka zaśmiała się cicho i cmoknęła go w policzek. - Na pewno dobrze by się sprzedawała. Wyjaśniłbyś wszystko i jeszcze na tym zarobił.
    - I grzebał w swojej przeszłości. Dzięki wielkie - odwrócił twarz w jej stronę. Wzruszyła lekko ramionami, uśmiechając się i patrząc mu w oczy.
    - Coś wymyślimy... Po prostu spróbuj się nie przejmować i wyrzuć z siebie te poczucie winy... Zabaw się trochę... Możemy zacząć już tutaj, teraz - przysuwając się, delikatnie musnęła wargi Milesa.
    Przeszyło go przyjemne ciepło, kiedy poczuł miękkie usta Sophie przy swoich. Dziewczyna szybko pogłębiła pocałunek, a on ślepo oddawał pieszczotę, na chwilę zapominając o całym świecie. Dopiero, kiedy brunetka wysunęła subtelnie język w jego stronę, coś go powstrzymało i odsunął się od niej. Odwrócił głowę i przetarł twarz dłonią, wzdychając cicho. Nagle poczuł się rozdrażniony. Dlaczego odmawiał sobie seksu przez Kimberly? Naprawdę miał na to ochotę, a mimo to... Po prostu nie mógł jej tego zrobić.
    - O, Boże... - mruknęła Sophie, przeciągając samogłoski. - Nie wierzę, że się ode mnie odsunąłeś.
    - Nie chcę jej ranić - szepnął szczerze i wstał.
    - Przecież nawet jej tu nie ma. Naprawdę chcę twojego szczęścia, ale nie rozumiem was. Cały czas się kłócicie.
    Miles w odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami.
    - To do ciebie niepodobne. Nie pamiętam czy w ogóle kiedykolwiek odmówiłeś numerku ze mną przez jakąś panienkę.
    Prychając cicho śmiechem, założył na siebie czarną bokserkę, a następnie tego samego koloru bluzę ze skórkowymi rękawami.
    - To dla mnie też jest dziwne, uwierz. Ale zostały mi na pamiątkę nasze filmy - wyszczerzył w uśmiechu zęby. Chociaż na chwilę poprawił mu się nastrój.
    Sophie otworzyła szeroko oczy, a następnie zmrużyła je niczym żmija.
    - Nie masz żadnych filmów, matole. Przestań wkręcać.
    - Pewnie, że mam. Są dobrze schowane, żeby Kim ich nie znalazła. Odkopię je kiedyś, kiedy naprawdę będę potrzebujący - odparł ze śmiechem, otwierając jedną z szuflad, w której trzymał swoje wszystkie drogocenne błyskotki.
    - Jesteś pojebany, ale chyba nie aż tak, żeby kręcić jakieś domowe porno - fuknęła dziewczyna, krzyżując ramiona na piersiach.
    Zapinając złoty zegarek na nadgarstku, raper uniósł wyzywająco brew.
    - Jesteś tego pewna?
    Sophie wydęła usta, przy czym wyglądała jak mała naburmuszona dziewczynka, co jeszcze bardziej rozbawiło mężczyznę.
    - Dobra. Mógłbyś to zrobić. Ale nie zrobiłeś, prawda? Powiedz, że kłamiesz...
    - Wiesz co? Teraz żałuję, że nie pomyślałem o tym wcześniej. Byłaby z tego niezła kolekcja.
    - Więc nie ma żadnych filmów?
    Podszedł do łóżka, kręcąc przecząco głową. Pochyliwszy się, musnął ustami policzek Sophie, bo aż nazbyt przejęła się jego głupim żartem.
    - Nie panikuj. Nie nagrywałem nas - uśmiechnął się uspokajająco i wrócił do szuflady po złoty łańcuch na szyję. - Ale może zabawić się tak z Kim? - rzucił luźno, pół żartem, pół serio.
    - Puknij si w głowę - usłyszał w odpowiedzi i był pewny, że jego przyjaciółka właśnie krzywi się zabawnie na twarzy. - Czekam na dole - dodała, wstając z łóżka. Po chwili trzasnęła lekko drzwiami od jego sypialni i w pokoju zapanowała nieznośna cisza. 

*

    Było już koło północy, a Miles bawił się średnio. Wszedł wcześniej tylnym wejściem do klubu, by nie wzbudzać żadnych sensacji i tym sposobem nie było zbyt wielu osób, które go rozpoznały. W tłumie roztańczonych ludzi widział Sophie, która co chwilę powtarzała mu, by w końcu się rozluźnił, oraz Jasona i CeCe. Żałował, że nie umiał się tak dobrze bawić jak jego przyjaciele. Niby czuł się lepiej, ale jednak... Coś było nie tak.
    - Nie łapię cię - rzucił Jay, kiedy usiadł obok rapera z butelką drogiego alkoholu w dłoni. Miles skrzywił się pod nosem, bo zbyt często słyszał te słowa. - Po co tu przychodzisz, skoro tylko siedzisz i obserwujesz?
    - Sophie mnie namówiła - odparł jak gdyby nigdy nic.
    - A nie chodzi o Kim, która jest gdzieś w tym tłumie?
    - Jest tu? - Miles uniósł lekko brwi, spoglądając na Lamara, który prychnął śmiechem.
    - Kłócicie się, a każde z was i tak gania za tym drugim. Czemu w końcu się nie dogadacie?
    - Najwyraźniej nie umiemy. Odwal się - rzucił niezbyt przyjemnie i wstał. Zostawiając Jasona samego, ruszył przez tłum na parkiecie, nie zważając na dziewczyny, które próbowały go zachęcić do siebie swoimi kocimi ruchami. Doszedł do baru i wyciągnął z kieszeni swój portfel.
    - W taki sposób opłakujesz zmarłą żonę? - zapytał znajomy kobiecy głos. Miles podniósł głowę i zobaczył, że Kim stała obok niego i opierała łokcie o blat baru. Pojawiła się znikąd. Od razu przeskanował ją swoim spojrzeniem i jak zwykle, stwierdził, że wyglądała gorąco.
    Tęsknił za nią trochę... Nie widział jej od ich ostatniej kłótni. Minęło kilka dni...
    - Widzę, że nie możesz długo beze mnie wytrzymać - odpowiedział niewzruszony.
    - Po prostu przyszłam się napić.
    - Co chcesz? - zapytał, gniotąc w dłoni stu dolarowy banknot.
    - Nic od ciebie nie chcę - fuknęła, unosząc wysoko brodę.
    Uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony jej dziecinnym zachowaniem. Ale zaraz spoważniał i znowu spojrzał w oczy ukochanej.
    - Spędzasz tu każdą noc?
    Pokiwała głową, wymuszając obojętny wyraz twarzy. Wzrok miała odwrócony. Chyba z całych sił chciała mu pokazać, że świetnie sobie bez niego radziła, ale Miles i tak dobrze wiedział, jak było naprawdę.
    - Miałaś przychodzić do mnie - upomniał ją, niczym surowy ojciec. Jego opiekuńczość uruchomiła się w momencie. To było jak pstryknięcie albo włączenie światła.
    - Nie mam na to ochoty - odparowała dumnie.
    Raper wywrócił oczami i pokręcił głową.
    - Jak chcesz, ale pamiętaj, że Cali jest też moją córką i chcę się z nią widywać. I nie przychodź do mnie z płaczem, kiedy trafisz na jakiegoś skurwiela, który cię zgwałci, albo pobije - warknął i odwrócił się od niej.

*

    Kiedy zobaczyłam Milesa przy barze, nie mogłam się po prostu powstrzymać. Musiałam do niego podejść... Wyglądał cudownie. Umięśniony, wysoki, wytatuowany... Jeszcze te ubrania i złoto. Chyba nigdy nie przestanę zachwycać się jego wyglądem... To był najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam.
    Zachowywałam się cholernie głupio. Ostatnia nasza kłótnia była przesadą, a ja teraz zamiast się z nim pogodzić, to tylko pogarszałam sytuację... Powinnam zapytać się, jak się czuje, jak sobie radzi po pogrzebie... Co z Jake'em...
    Zagryzając usta, patrzyłam jak raper odsuwa się ode mnie. Przeszedł kilka kroków w bok i tak po prostu wcisnął się przed kimś, by złożyć zamówienie.
    Widziałam jak podaje banknot i nawet nie odbiera reszty. Dawał wysokie napiwki... Nim jednak dostał swój alkohol, jakiś koleś, prawie tak samo wysoki jak Miles, przyczepił się do niego. Podeszłam bliżej, przeczuwając, że to się nie skończy dobrze.
    - Nie widzisz, kurwa, że tu stoję? - warknął tamten facet w stronę Milesa, po czym szarpnął go za ubranie.
    O nie. Co to za idiota..?
    Widziałam, jak złość wykrzywia twarz gwiazdora w nieprzyjemnym grymasie. On nie pozwalał sobą pomiatać. Zawsze musiał być górą, zawsze musiał mieć ostatnie zdanie.
    - Jeszcze raz mnie dotkniesz, a nie ręczę za siebie - ostrzegł, zaciskając dłonie w pięści.
    Wyglądał jednak tak, jakby tylko czekał na kolejny ruch ze strony przeciwnika. Uświadomiłam to sobie wtedy, kiedy Miles został pchnięty i w zamian wymierzył pierwszy cios. Mignęła mi jego pięść, która już była ubrudzona czyjąś krwią. Wokół nich zrobiło się zamieszanie, a kolejne ciosy spadały jak grad z nieba. Wpadłam w panikę. Za każdym razem, kiedy Miles obrywał, stawało mi serce. Jednak ostatecznie to on wygrywał, powalając faceta na ziemię. Oddychał głęboko, a jego oczy aż błyszczały ze złości. Otarł rozciętą wargę z krwi i wydawało się, że już jest po wszystkim. Ale dostrzegłam jakiegoś innego chłopaka, który już miał zamiar rzucić się na nieświadomego tego rapera. Nie wiem jak to zrobiłam, nawet nie pomyślałam. Po prostu złapałam za butelkę Daniels'a, która stała na barze i zamachnęłam się, rozbijając ją na głowie atakującego. Od razu runął na podłogę. Przez przepychanki, które zaczęły powstawać między innymi, chyba nawet nie wiele osób zauważyło mój wyczyn. A ja stałam z ustami zakrytymi dłonią i patrzyłam przerażona na to, co zrobiłam. Chłopak we włosach miał krew i kiedy to zobaczyłam, myślałam, że ugną się pode mną nogi. W życiu się tak nie bałam...
    - Chodź stąd - poczułam, jak Miles łapie mnie za dłoń i ciągnie mnie do przodu, przepychając się przez tłum ludzi i pilnując jednocześnie, by nikt mnie przypadkiem nie uderzył.
    Robiłam co chciał, byłam w zbyt wielkim szoku, żeby w ogóle mu się stawiać.
    Wypadliśmy na zewnątrz, a on nie puścił mojej ręki, dopóki nie dotarliśmy do jego Range Rovera. Miles wtedy otworzył auto i szybko wskoczył za kierownicę. Ale ja nie mogłam się ruszyć...

*

    Chciał teraz być jak najdalej tego pieprzonego klubu. Wiedział, że lada chwila pojawi się tu policja, a on miał dosyć problemów na dziś. Co prawda, nie miał pewności, czy nikt go w tym tłumie przy barze nie rozpoznał, ale było takie zamieszanie i wszystko działo się tak szybko, że chyba tym razem mu się upiecze...
    Ciągnął Kim za sobą, by również i ją trzymać od tego wszystkiego z dala. Widział, jak rozbija butelkę na głowie tamtego chłopaka i szczerze mówiąc, był lekko zaskoczony. Miał jednak świadomość tego, że zrobiła to w jego obronie. Chciała mu pomóc, narażając siebie tym samym na problemy...
    Wsiadł szybko do samochodu i już miał odpalić silnik, kiedy uświadomił sobie, że blondynka dalej stała w jednym miejscu i aż trzęsła się ze strachu.
    - Kim... - zaczął, podchodząc do niej.
    - Zabiłam go...? Miał krew we włosach... O, Boże... Zabiłam go... - szlochała cicho, a jej oczy już błyszczały od łez.
    Miles bez zastanowienia objął ją mocno i przyciągnął do swojej piersi.
    - Na pewno nic mu nie będzie. Rozcięłaś mu skórę przez szkło i to wszystko. Pewnie gdyby nie był pijany, to nawet nie straciłby przytomności... - próbował uspokoić dziewczynę, opierając podbródek o czubek jej głowy. - Nic mu się nie stanie... Musimy stąd spieprzać, bo zaraz przyjadą psy. Wiesz, że miałem z nimi problemy. Wsiądź ze mną do samochodu i trzymajmy się od tego z dala...
    Myślał, że nie uda jej się tak szybko przekonać, ale Kim po chwili pokiwała głową i powoli ruszyła w stronę auta.
    Jechali w kompletnej ciszy do jego domu. Miles był zmęczony i obolały po bójce, a Kim... Wydawało mu się, że cały czas była roztrzęsiona.
    I co miał teraz zrobić...? Czy powinien znowu brać dziewczynę do siebie? Nie widzieli się od kilku dni... Nie wiedział, czy ta przerwa była wystarczająco długa, ale już zdążył zatęsknić za tą gówniarą... Chciał spędzić z nią resztę nocy. Chciał zasnąć, tuląc się do jej miękkiego i ciepłego ciała. Tylko, że nie zniesie następnej kłótni...
    Zatrzymał się pod swoim domem i odetchnął głęboko. Odwrócił głowę w stronę blondynki, kiedy wyczuł, że ta na niego patrzy.
    - Boli cię...? - zapytała cicho, opuszkami palców delikatnie dotykając rozciętej wargi mężczyzny. Od razu przeszył go dreszcz. Chwycił za jej nadgarstek i najpierw pocałował jej dłoń, a następnie przytulił do niej swój zarośnięty policzek.
    - Obiecaj mi, że dziś nie będziemy ze sobą walczyć... Chcę chociaż jednej normalnej nocy z tobą - powiedział.
    Kimberly jedynie pokiwała twierdząco głową.
    Oboje wysiedli z samochodu i weszli do domu Milesa. Raper podążył na górę do swojej sypialni. Słyszał, że Kim idzie tuż za nim.
    Weszli do pokoju, a on ściągnął z siebie górne ubrania i pozostał w samych dżinsach. Opadł ze zmęczeniem na łóżko, a przed jego oczami mignęła mu ukochana, która na chwilę zniknęła w łazience. Wróciła do pokoju z apteczką, którą musiała wyciągnąć z szafki.
    - Nie musisz tego robić - zapewnił ją Miles. Rozcięta warga i kilka siniaków to nic w porównaniu z tym, jak czasem zdarzało mu się obrywać w dzieciństwie. Ale Kim chyba nie miała zamiaru go słuchać, bo stanęła bez słowa między jego kolanami i wyciągnęła gazę, na którą wylała trochę wody utlenionej. Naprawdę delikatnie zaczęła oczyszczać wargę Milesa. Trochę go szczypało, ale nawet nie syknął. Przymknął oczy i po prostu pozwolił jej na zabawę w pielęgniarkę.
    - Przepraszam za dzisiejszą noc... - przerwała nagle ciszę. Spoglądając w smutne oczy dziewczyny, Miles westchnął cicho i ułożył swoje dłonie na jej biodrach, chcąc poczuć ją jeszcze bardziej. - Jak sobie radzisz...? - zapytała, a on dopiero po chwili zorientował się, że chodzi jej o utratę Bekky.
    - Ja się jakoś trzymam... Ale Jake... Nie może się z tym pogodzić.
    - Potrzebuje czasu... - szepnęła cicho, opuszkami palców przesuwając po twarzy gwiazdora.
    - Stanęłaś dziś w mojej obronie... Dziękuję...
    - Nie chciałam żeby stała ci się krzywda... Poza tym, ty też postąpiłbyś tak samo - odpowiedziała, skupiając się na ranie.
    - Ale ja jestem facetem - mruknął cicho, zsuwając dłonie nad jej pośladki. Czuł jak przez dziewczynę przechodzi dreszcz, ale on zamierzał na tym poprzestać. Teraz to nie był odpowiedni moment na ciągnięcie jej do łóżka, chociaż naprawdę tego chciał... Ale potem między nimi mogłoby być jeszcze gorzej...
    Kimberly po raz ostatni przesunęła wacikiem po lekko spuchniętej wardze Milesa i odłożyła go na bok. Popatrzyła mu w oczy.
    - Kocham cię - powiedziała wprost, a on wiedział, że mówiła szczerze. Po prostu czuł, że te słowa za każdym razem wychodziły z głębi jej serca, a mimo to... Cały czas miał jakieś chore wątpliwości.
    - Ja ciebie też - odpowiedział jedynie i wyciągnął jedną z rąk do góry. Chwycił Kim za włosy i lekko pociągnął za nie w dół, by dziewczyna się pochyliła. Nie walczyła z nim. Dobrze wiedziała, o co mu chodziło. Musnęła delikatnie jego usta swoimi, a kiedy Miles chciał pogłębić pocałunek, szybko się odsunęła i wyprostowała.
    - Dopiero co rozwaliłeś sobie wargę. Musisz teraz poczekać aż trochę się zagoi - przypomniała mu i w końcu zdobyła się na blady uśmiech.
    - Wcale mnie nie boli, kiedy mnie całujesz - powiedział od razu, znowu przyciągając ukochaną do siebie. Dzięki temu wywołał u niej rozkoszny chichot i momentalnie sam poczuł się jeszcze lepiej.
    - Ale smak krwi nie jest zbyt przyjemny, twardzielu - rzuciła, ulegając Milesowi i siadając mu okrakiem na kolanach. Pchnęła go na łóżko. Kiedy na nie opadł, zsunęła się z jego ciała i przytuliła do boku mężczyzny.
    Zaczął gładzić jej krągłe biodro swoją dłonią i przez długi czas panowała cisza. Miles nawet myślał, że Kim już zasnęła, ale wtedy się odezwała:
    - Myślisz, że naprawdę nie zabiłam tamtego chłopaka...?
    Drżenie w jej głosie zdradziło ją z tym, jak duży strach czuła na samą myśl o tym. Miles westchnął cicho i przytulił ją jeszcze mocniej.
    - Na pewno nic mu nie będzie... Nie martw się tym. Sam raz oberwałem butelką w głowę. Może jestem teraz trochę nienormalny, ale... - wzruszył lekko ramionami i zaśmiał się cicho. Kłamał, ale chciał rozluźnić atmosferę i uspokoić Kim. - Śpij już... Powinnaś odpocząć.
    - Ty też... - szepnęła sennie.
    Sam Miles jeszcze długo nie mógł zasnąć. Nie chciał marnować nocy na sen, kiedy obok siebie miał swoją dziewczynę... Samo patrzenie na nią już napawało go dziwnym, niewytłumaczalnym szczęściem... Do tego, zdawał sobie sprawę, że kiedy rano się obudzą, wrócą do szarej rzeczywistości, w której oprócz ich miłości, była też złość i nienawiść...
____________________

No hej!
W końcu dodaję rozdział. Jest bardzo średni, ale no jestem tak zalatana, że ciężko mi się skupić na pisaniu :< Przepraszam Was za jakość. Muszę Wam powiedzieć, że pewnie tak około dziesięciu rozdziałów i dojdziemy do końca historii Milesa i Kim :) Mam już rozpisany plan i teraz tylko pozostaje napisać rozdziały. Jestem ciekawa ile tak naprawdę Was tu wszystkich jest, ile Was zostanie do końca.
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejna część, ale sama liczę na to, że uda mi się ją napisać szybciej niż tą. Trzymajcie za to kciuki xD

P.S. Game chyba znowu kręci nowy teledysk! ^^


17 komentarzy:

  1. Tylko nie to 10 rozdziałów?! Gdzieś w głębi miałam nadzieje, że ta historia się nigdy nie skończy. Rozdział jedt świetny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostanę do końca a nawet dłużej ! I promise xd ja tam juz sama nie wiem. Czytam czytam i napawam się każdym słowem zawartym w powyższym tekście. Potem czytam notkę w której piszesz ze rozdział jest średni. Doszlam do jednego wniosku... Z którąś z nas cos jest nie tak xd
    Daj mi trochę twoich pomysłów i talentu bo jeżeli chodzi o nowy rozdział u mnie to nie mam nawet pol zdania xd
    ~Barca Girl

    OdpowiedzUsuń
  3. czy to znaczy że będzie trzecia część? o cholerka jęsli taak to jestem jak najbardziej szczęśliwa. rozdział cudowny i w końcu jakieś słodkie momenty Miles I kim bez kłótni aww

    OdpowiedzUsuń
  4. Co ty gadasz rozdział jest super !!! rozwaliła mnie kim z tą butelką xD
    Jej jak dobrze że się pogodzili *.*
    szkoda że tak mało tych rozdziałów zostało ;c
    ALE PLANUJESZ 3 CZĘŚĆ ? jej ale super mam nadzieje że w końcu Miles się oświadczy Kim i bd tak suuuuuuuuuper ! no ale podejrzewam że tam nie bd :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Aw....:* Oni są idelani :) NIesamowity rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie prawda! Rozdział nie jest średni! I nie myśl sobie, że tak łatwo uda Ci się mnie pozbyć... Będę czytała Twoje opowiadanie do końca! :>
    Czekam na nn!
    @storytellerfun

    OdpowiedzUsuń
  8. jezu nie koncz tego opowiadania nigdy nigdy nigdy nigdy:( a rozdział świetny jak zawsze

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie chcę końca tego opowiadania, jestem od niego uzależniona.

    OdpowiedzUsuń
  10. nieee juz sie tak wkrecilam :(
    modle sie o 3 czesc, opowiadanie jest świetne! :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział cudowny i Kim mnie zachwyciła jak przywaliła temu facetowi w łeb to było boskie :)Masakra nie wyobrażam sobie końca tego twojego opowiadania.
    Ono jest takie wspaniałe i na pewno będę z tobą do końca tego możesz być pewna...)

    OdpowiedzUsuń
  12. co?! chyba zartujesz ;( licze na 3 częsc bo nie dam rady bez tego opowiadania
    Jest idealne !

    OdpowiedzUsuń
  13. Aww...Oni są idealni :**

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejciu ale przywalila temu chłopakowi wow! DZIĘKUJĘ za rozdział x

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny rozdział nie mogę doczekać sie następnego czekam i czekam i zaraz umrę :D:D

    OdpowiedzUsuń