poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 20.

    Minęło kilka dłużących się dni, odkąd Miles widział Kimberly po raz ostatni. Tej nocy, kiedy u niego została, musiała z samego rana wyślizgnąć się z jego łóżka, bo gdy wybudził się ze snu, był już sam. To go nawet zaskoczyło... Widocznie już tak bardzo przyzwyczaił się do obecności tej dziewczyny, że w jej towarzystwie nie był na bezustannym czuwaniu. To znaczyło, że zaufał jej w pełni..
    Dziś wieczorem raper chciał się wyluzować. Musiał się zabawić po wyczerpującej konferencji, na którą w końcu namówił go Jay. Opowiadanie bajeczek na temat tego, gdzie był przez ostatnie lata i odpowiadanie na pytania związane z Bekky było dla mężczyzny wyczerpujące psychicznie. Potrzebował teraz jakoś odreagować.
    - Chcesz zostać dziś z babcią, czy zadzwonić po Sophie? - zapytał swojego syna, który siedział od rana w pokoju. Jake zszedł tylko na śniadanie i burczał coś pod nosem za każdym razem, kiedy jego ojciec się do niego zwracał. Chłopiec cały czas miał mu za złe śmierć matki.
    - Chcę żeby Kim do mnie przyjechała - odpowiedział, nawet nie patrząc na Milesa. Siedział nad kartką papieru i zawzięcie coś na niej rysował. Jakby to pomagało mu znieść jakoś rzeczywistość.
    Miles podszedł bliżej i nachylił się nad chłopcem, by sprawdzić, jaki obrazek krył się na białym tle. Zobaczył na nim kilka postaci. Dostrzegł też, że talent Jake'a do rysowania z wiekiem coraz bardziej się rozwijał, ale w tamtej chwili to nie było takie ważne...
    - Kto to?
    - Ja, mama, babcia i Kim - mruknął Jake.
    - A co ze mną?
    Odpowiedziała mu cisza. Raper myślał, że zaraz pęknie mu serce. Wstrzymując oddech, kucnął przy synu i objął go ramieniem.
    - Nie miałem wpływu na to, co stało się z twoją mamą, Jake... Nie wiedziałem, że tak szybko pójdzie do nieba. Nikt tego nie wiedział i wszystkim jest bardzo smutno z tego powodu... Nie chcę żebyś się na mnie gniewał, wiesz? Bardzo cię kocham i przysięgam ci na wszystko, że ja nie opuszczę cię tak szybko. A twoja mama cały czas jest z tobą... Patrzy na ciebie z góry i czuwa nad tobą. Nad nami...
    Dziesięciolatek cały czas milczał, ale jego ojciec widział, jak do oczu chłopca napływają łzy.
    Jake w końcu pękł.
    Szlochając głośno wtulił się w ciało Milesa, który wtedy usiadł na podłodze i objął ciaśniej swoje dziecko. Przełykając łzy, zaczął uspokajać malucha, żałując, że nie może przejąć tego całego bólu na siebie.
    Nie wiedział ile czasu tak spędzili. Jake w końcu zaczął się uspokajać, aż Miles zorientował się, że chłopiec zasnął.
    Odetchnął cicho i przeniósł go na łóżko. Przyglądał mu się przez chwilę, nie mogąc się nadziwić, że jego syn był już taki duży... Pochylił się i pocałował go w czoło, po czym wyszedł z pokoju. Wyciągnął telefon i zadzwonił do mamy.
    Potem miał już całą noc dla siebie.

*

    Byłam w dupie. Naprawdę, nie wiem po co niemal codziennie przyłaziłam do tego klubu. Mogłam przecież chodzić do Milesa i...
    Nie.
    Westchnęłam cicho i zamknęłam na chwilę oczy. Ta noc, którą spędziliśmy razem kilka dni temu wcale nie znaczyła, że między nami jest wszystko w porządku. Wiedziałam o tym i on na pewno też.
    Zamówiłam trzeciego drinka i wypiłam go niemal na raz. Dopiero wtedy zaszumiało mi w głowie i naprawdę poczułam, że mam alkohol we krwi. Poruszając się w rytm muzyki, skierowałam się do łazienki. Do łazienki, z której korzystałam, kiedy jeszcze tu pracowałam. Dalej do niej chodziłam, bo najzwyczajniej w świecie była czystsza, a chyba nawet nikt nie zauważył, że cały czas szlajałam się po miejscach w klubie przeznaczonych wyłącznie dla jego pracowników.
Przeszłam przez korytarz wsłuchując się w stukanie moich obcasów i podśpiewując sobie pod nosem piosenkę, która akurat została puszczona.
    Pchnęłam drzwi od toalety i nagle stało się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam.
    Ktoś przystawił mi dłoń do ust i pchnął mnie swoim ciałem do środka. Próbowałam krzyczeć, ale na nic. Mężczyzna - jak wywnioskowałam po sile - wepchnął mnie do jednej z kabin i dopiero wtedy puścił mnie i pozwolił mi się odwrócić.
    - O mój Boże! Zabiję cię! - krzyknęłam, widząc przed sobą Milesa.

*

    Uśmiechając się pod nosem, zasuwą zablokował drzwi od kabiny i ponownie skierował wzrok na blondynkę.
    - Życzę powodzenia - mruknął na słowa dziewczyny i spojrzeniem zlustrował jej ciało od góry do dołu. Kimberly w krótkiej białej sukience opinającej jej idealne ciało i uwydatniającej wszystkie atuty, wyglądała naprawdę pociągająco.
    - Czy ty mnie śledzisz? - zapytała, krzyżując ramiona na piersiach.
    Raper znowu się uśmiechnął i chwycił jedną dłoń Kim, by zabrała ją ze swojego biustu. Drugą automatycznie opuściła na dół i pozwoliła mu się objąć w pasie.
    - Po prostu mam na ciebie oko - zamruczał, pochylając się i delikatnie muskając jej szyję swoimi ciepłymi wargami. Zadrżała i poczuł to naprawdę wyraźnie. Uwielbiał, kiedy dziewczyna tak na niego reagowała.
    - Co robisz...? Piłeś... - wymamrotała, odchylając lekko głowę, by dać mu lepszy dostęp.
    - Ty też - odparł, koniuszkiem języka przesuwając po nagim obojczyku Kim. Zsunął dłonie na jej pośladki i jeszcze bardziej na nią naparł, dociskając do ściany. Zrobiło mu się gorąco, gdy z ust blondynki wydobył się pierwszy rozkoszny jęk. - Tęskniłaś za tym? - szepnął, zanim ją pocałował.
    Ich języki od razu odnalazły wspólny rytm i raper miał wrażenie, że serca również. Mimo alkoholu, który zdążył już wypić, nie chciał jedynie zaliczyć Kim. Cały czas czuł do niej to, do czego przez długi czas nie chciał się przyznawać. Tęsknił za nią i chociaż wiedział, że to nie powinno tak wyglądać, to teraz miał to gdzieś.
    Ścisnął jej pośladek, a ona znowu jęknęła w jego wargi. Zaśmiał się cicho, znowu schodząc pocałunkami na szyję i dekolt. Jedna z jego dłoni zaczęła podsuwać krótką sukienkę do góry.
    - Miles... Poczekaj... - Kim szepnęła nagle, ale on jakby w ogóle tego nie usłyszał. Przecież czuł, że było jej dobrze, i że tego chciała.
    Wsunął rękę między uda ukochanej i przesunął palcami po już wilgotnym, cienkim materiale koronkowej bielizny. Dziewczyna sapnęła głośno, mamrocząc pod nosem, że zaraz zwariuje. Jednak po chwili zacisnęła palce na dłoni mężczyzny i odsunęła ją od siebie.
    Nie walczył z nią. Nigdy nie zrobiłby jej czegoś takiego. Jednak nie potrafił ukryć irytacji.
    - Co ci, do cholery, nie pasuje? - rzucił ostro.
    Kimberly szybko poprawiła sukienkę i przeczesała palcami włosy.
    - Nie mogę zajść znowu w ciążę - powiedziała cicho, nie patrząc na niego.
    Zacisnął szczękę, przez chwilę analizując słowa swojej towarzyszki.
    - To kurwa, klękaj - burknął w końcu, tylko po to, by rozładować jakoś swoją złość.
    - Nie traktuj mnie tak - usłyszał w odpowiedzi i zobaczył, jak Kim wysoko unosi głowę, znowu krzyżując ramiona na piersiach.
    Pokręcił z niedowierzaniem głową i skrzywił się pod nosem.
    - Nie chcesz mieć już ze mną dzieci? - zapytał spokojniej.
    Kim przyglądała mu się przez chwilę z widocznym zmieszaniem na twarzy.
    - Jesteś jedynym mężczyzną, z którym chcę mieć dzieci... - przyznała w końcu, chwytając jego dłoń. - Ale nie jesteśmy nawet parą. Nie chcę znowu zostać ze wszystkim sama...
    - Nie zostaniesz.
    Uśmiechnęła się blado i stanęła na placach, by delikatnie pocałować usta Milesa.
    - Wierzę ci.
    - Więc mi się nie stawiaj - odparł, jak naburmuszone dziecko.
    O dziwo, blondynka zachichotała słodko i przysunęła się do niego jeszcze bliżej.
    - Jeżeli masz jakiś problem, to z chęcią ci pomogę. Ale po swojemu - szepnęła, a raper poczuł, jak damska dłoń sunie się w górę jego uda. Cofnął się o krok i pokręcił głową.
    - Mam problem z tobą. Nigdy nie byłaś taka ostrożna, kiedy rozkładałaś przede mną nogi. Co się teraz zmieniło? - zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Po prostu wyszedł z kabiny i kilka sekund później opuścił łazienkę, zostawiając blondynkę samą.

*

    Patrzyłam, jak Miles nadąsany wychodzi z łazienki i szczerze, to miałam ochotę pobiec za nim i zgodzić się na wszystko, czego chciał. Przecież ja chciałam tego samego. Boże, kiedy zaczął mnie dotykać, po prostu miękłam... Rozpływałam się i sama nie wiedziałam jakim cudem zdołałam to wszystko pohamować. Zwłaszcza, że piłam... Ale po prostu się bałam. Cały czas mieszkałam z Timo i gdybym nagle zaczęła wymiotować, zachowywać się inaczej... Przecież od razu by się zorientował, że go zdradzam. Zwłaszcza, że z nim nigdy nie sypiałam. A nie chciałam, by Milesowi coś się przez to stało... Oni cały czas prowadzili ze sobą tą głupią wojnę, nic jeszcze nie było rozwiązane. Czy on nie rozumiał, że musieliśmy uważać...?
    Wyszłam kilka minut po nim i zaczęłam szukać go wzrokiem wśród tłumów tańczących i bawiących się ludzi. Niestety na marne. Podeszłam więc do baru i zamówiłam kolejnego drinka. Barman, który mi go robił, próbował mnie jakoś zagadać, ale nie byłam zbyt chętna do rozmowy. Ignorując jego dziwny uśmieszek, odebrałam swoje zamówienie i odwracając się do chłopaka plecami, zaczęłam sączyć alkohol.

*

    Miles siedział w swojej loży i ze znudzeniem patrzył na jedną z tancerek, która z gracją poruszała się w rytm muzyki i posyłała mu znaczące spojrzenia. Zapewne kilka lat temu od razu by na to zareagował. Może naprawdę się starzał, skoro chciał się ustatkować i w głowie miał tylko jedną dziewczynę...
    - Stary, widziałeś Kim? - zapytał Jason, który właśnie przed chwilą zajął przy raperze miejsce.
    - Z godzinę temu. A co?
    - Chyba za dużo wypiła. Siedzi dwie loże dalej z jakimiś chłopakami. Zaczynają przeginać. Żeby nic jej nie zrobili - powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
    - Zaraz to ogarnę - mruknął od razu, czując jak złość i zazdrość mieszają się w nim, tworząc wybuchową mieszankę. Wstał z miejsca i ruszył przed siebie. Szybko odnalazł blondynkę. Zacisnął dłonie w pieści, widząc jak jakiś dzieciak pochyla się nad jej ramieniem. Na początku Miles myślał, że całuje jego dziewczynę, ale szybko się zorientował, że to co innego.
    On wciągał kokainę z ręki Kimberly. A ona rozbawiona, nie miała nic przeciwko. Śmiała się, upijając drinka ze szklanki.
    W głowie zaczęło mu huczeć i myślał, że zaraz straci nad sobą kontrolę. Z naprawdę wielkim trudem powstrzymał się, by nie przerwać Kim i jej towarzyszom tej świetnej zabawy. W jednej chwili poczuł do niej obrzydzenie. Przecież ona dobrze go znała. Wiedziała jakie miał zdanie na temat ćpunów. Jak mogła zrobić coś takiego?
    Kierowany złością, ruszył do jednego ze znajomych ochroniarzy.
    - Zgarnijcie tamten stolik - powiedział, kiwając głową w danym kierunku.
    Wiedział, że dziewczyna ma teraz przesrane i szczerze się z tego cieszył.
____________________

Hej wszystkim!
W końcu pojawił się długo wyczekiwany rozdział. Sama nie wiem jak mi wyszedł. Zdecydowałam, że opowiadanie zakończę szybciej niż to planowałam, bo nie chcę tego ciągnąć nie wiadomo ile. Nie mam czasu. Do tego wpadło mi kilka problemów, z którymi muszę się uporać. Przepraszam, że rozdziały nie pojawiają się tak często jak kiedyś. Trochę też brakuje mi już chęci.

Game kręci nowy teledysk i już nie mogę się doczekać, kiedy wyjdzie!




11 komentarzy:

  1. Błagam nie kończ jeszcze bloga...Błagam...Kocham go i nie chce się z nim rozstawać :( Scena w łazience..gorąca..już myslałam że do czegoś dojdzie..a tu nicc..:) Rozdział jak zwykle zajebiście dobry :* Czekam na nn :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie kończ go szybciej....Niee...:( Awww Miles i Kim w łazience <333 Uwielbiam ich.. Rozdział jak zwykle mega kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że konczysz szybciej, ale z drugiej strony lepsze to niż jakbyś pisała rozdziały na siłe i się męczyła. Rozdział świetny. Miles zaczyna mnie już denerwować z tym ciągłym obrażaniem się. Przez niego Kim zaczęła się staczać i jeszcze teraz nędznie miała problem. Nie pomyślał nawet o swoim dziecku, że teraz zostanie z tym debilem Timo.
    Dobra za dużo wywodów, ale to przez ciebie bo tak ciekawie piszesz, że już żyje tą jistorią i myśle tylko „Ciekawe co będzie dalej?”.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie koncze jeszcze to jest cudowne ! Rozdzial swietny👍 zajebiscie piszesz, masz talent

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. jezus maria jak to zakończyć opowiadanie szybciej niż planowalas boże to opowiadanie to moje życie więc jeśli ono się skończy to umrę przysięgam! a rozdział taki cudowny że omg kcdknvglnvjd chciałabym żeby byli razem i było wszystko ok. zresztą mają dziecko i naprawdę nie wyobrazam sobie żeby nie wychowywałi go razem

      Usuń
  6. Nie spodziewałabym się po Kim takiej akcji z chłopakami i kokainą.... Z drugiej strony Miles też pokazał jakim jest chujem, skoro ją kocha, a jednak bez oporów wpakował ją w takie bagno. Jestem ciekawa jak się to potoczy. Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Czemu ... :( smutno mi . Uwielbiam to opowiadanie . Uwielbiam Kim i Milesa są mmm . Ale on się chamsko zachował na końcu ... czekam na kolejny i życzę weny !!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam nadzieję, że o tych chęciach to mówisz odnośnie tego opowiadania i planujesz zacząć jakieś inne ;) Uwierz mi, że mogłabym się tu rozpisać na całą stronę A4, ale wszysto, co chciałabym powiedzieć o tym rozdziale nie różni się niczym od tego, co pisałam pod innymi. Słowa uwielbienia zostawię na ostatni rozdział :) Miles ma pretensje o to, co zrobiła Kim, ale on też święty nie był, nie jest i nie będzie, więc niech nie przesadza. Przykro mi, że chcesz to kończyć, ale to Twoja decyzja. Najwyżej zacznę czytać sobie wszystko jeszcze raz, od samego początku, rozdział po rozdzile :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na kolejny xxx

    OdpowiedzUsuń