niedziela, 14 września 2014

Rozdział 21.

Nigdy nie pomyślałabym, że kiedykolwiek trafię na komendę.
    No dobra... Może nie byłam aż taka święta i w sumie, to coś takiego mogło się wydarzyć. Ale cholera... Za narkotyki?!
    Tak naprawdę nie za bardzo pamiętałam co się stało. Nie pamiętałam już tego, co działo się w klubie i nie kojarzyłam momentu, kiedy przyjechała policja. Zaczęłam kontaktować, kiedy miałam robione testy na obecność narkotyków w swoim organizmie.
    Wynik mnie przeraził. Okazało się, że nie byłam czysta. Miałam totalny mętlik w głowie i z całych sił próbowałam przypomnieć sobie cokolwiek z tego, co działo się na imprezie. Ale ostatnie co zostało mi w pamięci, to to, jak piłam drinka przy barze.
    - Wypuśćcie mnie stąd. Chcę wracać do domu - powiedziałam po raz kolejny do jednego z policjantów, obejmując się ramionami. Byłam zmarznięta, spragniona i wykończona. Do tego, cholernie się bałam, że  o wszystkim dowie się Miles. O ile już nie wiedział...
    - Zostaniesz wypuszczona, kiedy do końca wytrzeźwiejesz. Będziesz musiała złożyć jeszcze zeznania - odpowiedział funkcjonariusz.
    - Jakie zeznania...? Nic przecież nie pamiętam... - bąknęłam zdołowana, osuwając się po ścianie na podłogę.
    To był jakiś koszmar... Czy ktokolwiek wiedział, że tu trafiłam...? Adam, Sean...? CeCe...?Potrzebowałam pomocy...
    Przełknęłam łzy i zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć i obudzić się gdziekolwiek indziej, byleby nie tu...

*

    Była ósma rano, a Miles po całej nocy spędzonej w klubie nie zmrużył nawet oka. Nie mógł, bo CeCe i Jason nie dawali mu spokoju. Na zmianę do niego wydzwaniali, więc postanowił wyłączyć telefon. Jednak to nie okazało się skuteczne, bo para pojawiła się u niego pół godziny później. Wparowali do jego domu oczywiście tak, jak zawsze. Jakby wchodzili do siebie.
    - Siema - rzucił Jay, a raper uniósł lekko brwi. Te z pozoru luźne powitanie było tylko grą. - Hej Susan - dodał jeszcze Lamar, kiedy matka gwiazdora zeszła po schodach.
    - Miles, błagam, wyciągnij ją z tego aresztu - CeCe nie zamierzała tracić czasu na zbędne pogawędki.
    - Kto jest w areszcie?
    Alexander westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią, po czym zwrócił wzrok ku matce.
    - Kimberly jest na komendzie.
    - Jak to? Co się stało? - starsza kobieta od razu podeszła do towarzystwa, a wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił. Miles dostrzegł w oczach matki zmartwienie i nie podobało mu się to. Jego rodzicielka w życiu miała zbyt wiele zmartwień i zbyt wiele czasu poświęciła dla innych. Miles chciał żeby Susan zajęła się teraz sobą i była po prostu szczęśliwa i spokojna.
    - Nic... Mamo, nie przejmuj się. Nad wszystkim panuję.
    - To ty ją tam wsadziłeś, Miles. Teraz ją wyciągnij! Już dosyć minęło czasu - CeCe znowu zabrała głos.
    - Co znaczą słowa, że ty ją tam wsadziłeś? - Susan wlepiła w syna twarde spojrzenie, wyczekując odpowiedzi.
    Miles skrzywił się pod nosem i wzruszył ramionami.
    - Ej, uspokójmy się wszyscy... - Jason spróbował opanować sytuację. - Nic jej się tam nie stanie. Miles może nie musiał od razu wzywać ochrony, ale ona naprawdę przegięła.
    - Coś musiało się stać, że tak wyszło, Jay. Przestań stawać po jego stronie!
    - Wytłumacz mi, dziecko, o co w tym wszystkim chodzi - poprosiła Susan.
    - Proszę pani, nie ma na to czasu. Miles musi najpierw pojechać z nami na komendę i wyciągnąć Kim. My nie możemy tego zrobić. Nie chcą przyjąć od nas kaucji - blondynka spojrzała znowu na rapera i zmrużyła gniewnie oczy. - Na pewno miałeś z tym coś wspólnego.
    - Z czym miałem coś wspólnego?
    - Z tym, że nie chcą wziąć od nas kasy! - fuknęła CeCe, zaciskając dłonie w pięści. Powoli traciła cierpliwość, ale Miles pozostał niewzruszony.
    - Jakiej kasy? - zapytał i nie umknęło mu uwadze, jak Jason po jego słowach wywraca oczami i kręci głową.
    - Nie zaczynaj stary - mruknął, chowając ręce do kieszeni.
    - Czego mam nie zaczynać?
    To mogło trwać w nieskończoność, aż w końcu para przyjaciół dałaby mu święty spokój. Miles naprawdę mógł to ciągnąć choćby i do wieczora. Nie zachowywał się tak po raz pierwszy i wiedział, że każdego zawsze doprowadzał tym do szału.
    Ale jego matka położyła dłoń na jego ramieniu i popatrzyła mu w oczy, przerywając całą tą dziecinadę.
    - Pojedź po nią, Miles. Ona jest młoda. Przypomnij sobie ile razy ty siedziałeś w zamknięciu. Jak się wtedy czułeś...? Naprawdę chcesz fundować Kim takie wspomnienia...?
    Skrzywił się pod nosem i spuścił na chwilę głowę. Może Susan miała rację...    
    - Ale ona wzięła jakieś gówno... Ledwo szła na nogach, kiedy ją wyprowadzali - burknął. Teraz jego dwie strony - ta, która kochała dziewczynę i nie chciała jej krzywdzić, oraz ta zawistna, która zawsze chciała i dokonywała zemsty na osobach, które go raniły - walczyły ze sobą.
    - To jest kwestia do wyjaśnienia. Nie wierzę, że ona tak po prostu się naćpała - powiedziała CeCe, a jej ton głosu był nieco spokojniejszy.
    Miles milczał przez chwilę, zastanawiając się, jak powinien postąpić. Ale potem znowu popatrzył na ukochaną mamę i decyzja była już oczywista.
    - Pojadę po nią tylko dlatego, że ty mnie o to prosisz - oznajmił kobiecie, jak i dwójce znajomych, po czym wstał z kanapy i skierował się do wyjścia.

*

    Gapiłam się w ścianę przed sobą i drżałam z zimna, nasłuchując kroków. Ktoś tu szedł, ale funkcjonariusze kręcili się co chwila, więc nie zwróciłam na to uwagi. Jednak szybko dotarło do mnie, że ktoś zatrzymał się przed moją celą i właśnie ją otwiera. Zerwałam się z podłogi i zakręciło mi się w głowie. Zamknęłam na chwilę oczy.
    - Masz farta, mała. Wychodzisz - mruknął policjant. Na początku myślałam, że żartuje.
    - Jak to wychodzę? - wydukałam, przysuwając dłoń do czoła. Naprawdę kiepsko się czułam.
    - Ktoś wpłacił za ciebie kaucję. Całkiem wysoką - burknął, popędzając mnie kiwnięciem głowy.
    Bez zastanowienia ruszyłam się z miejsca, pragnąc już opuścić posterunek. Zastanawiałam się, kto wpłacił za mnie kasę. Kto się dowiedział...? Stawiałam na Adama.
    Ale bardzo się pomyliłam.
    Dosłownie mnie sparaliżowało, kiedy zobaczyłam Milesa stojącego przy drzwiach. Zatrzymałam się w pół kroku, wlepiając wzrok w jego, niewyrażającą żadnych emocji, twarz. Jdynie po mocno zaciśniętej szczęce poznałam, że jest na mnie zły.
    Moje serce biło ze zdwojoną siłą i poczułam gorzki smak w ustach. Myślałam, że zaraz zwymiotuję.
    - Pospiesz się. Jeszcze nie spałem - powiedział oschle i po prostu odwrócił się, wychodząc z posterunku.
    Niepewnie odwróciłam na chwilę głowę, by popatrzeć na policjanta, który mnie odprowadzał, aż w końcu ruszyłam szybko za raperem. Nawet nie podpisałam żadnych papierów.
    Niemal się rozpłynęłam, kiedy moją twarz oświetliły ciepłe promienie słońca...
    - Poczekaj! - krzyknęłam za mężczyzną, podbiegając do jego range rovera. - Miles...
    - Zamknij się, ty... - urwał i zacisnął dłonie w pięści, spluwając na chodnik.
    Cholera... On był wściekły.
    - Ale...
    - Nie chce mi się z tobą gadać. Nie chce mi się nawet na ciebie patrzeć. Wyglądasz jak tania szmata, którą zresztą wczoraj byłaś - warknął, trzaskając mocno drzwiami od samochodu. Ja też zdążyłam już wsiąść, ale kiedy słuchałam, co gwiazdor o mnie mówił... Miałam ochotę dać mu w twarz i wysiąść. Jak on mógł...?
    Odpalił silnik, a ja wlepiłam wzrok w swoje odsłonięte kolana i potarłam zmarznięte ramiona. Miles to zauważył i specjalnie jeszcze włączył klimatyzację. Buchnęło we mnie zimne powietrze, więc przynajmniej zasłoniłam wywietrzniki od swojej strony i spojrzałam na niego gniewnie.
    - Nie musisz być, do cholery, złośliwy - syknęłam, jeszcze bardziej wciskając się w fotel.
    - Kurwa, może mam cię jeszcze pogłaskać po główce za to, że puszczasz się z jakimiś gówniarzami?
    Przełknęłam ślinę, gapiąc się teraz na palce mężczyzny, mocno ściskające kierownicę. Przez chwilę milczałam, nie odrywając od nich wzroku.
    - Z nikim się nie puszczam - szepnęłam w końcu i wypuściłam głośno powietrze z ust.
    - Jesteś pewna?
    - Tak - odpowiedziałam spokojnie, ignorując głos w mojej głowie, który nabijał się ze mnie, że przecież nic z wczoraj nie pamiętałam i tak naprawdę, mogło wydarzyć się wszystko.
    - Ty naprawdę jesteś taką idiotką, Kim? Wczoraj byłaś w takim stanie, że każdy mógłby zrobić z tobą, co by tylko chciał! Uratowałem cię! - krzyknął, uderzając pięścią w środek kierownicy. Aż podskoczyłam, a mój oddech od razu nerwowo przyspieszył. - Zgwałciliby cię. Każdy z nich. Dociera to do ciebie?
    Chciałam powiedzieć, żę Miles przesadzał... Ale przeanalizowałam jego słowa jeszcze raz i co innego przykuło moją uwagę.
    - Jak to mnie uratowałeś?
    - Przestań, do cholery.
    - Miles, ja naprawdę nic nie pamiętam! - zirytowałam się, wyrzucając do góry ręce. - Ostatnie co kojarzę, to to jak wyszłam po tobie z łazienki i piłam drinka przy barze.
    Posłał w moją stronę kpiące spojrzenie, co oznaczało, że mi nie wierzył.
    - Przyznaj się lepiej, że po prostu wciągnęłaś kreskę czy dwie. Jak jest? Chciałaś spróbować, co? Zostawiłem cię, więc chciałaś zabawić się inaczej... A może wzięłaś jakieś prochy?
    - Nie. Wcale nie.
    - Jesteś obrzydliwa.
    - Miles, skończ już. Nigdy nie zrobiłabym ci czegoś takiego - powiedziałam ze zrezygnowaniem.
    - Pewnie. Bo ty jesteś taka święta i tak bardzo mnie kochasz. Kim, zostawiasz nasze dziecko z tym sukinsynem i bawisz się w klubach! Czemu on siedzi z Cali cały czas, a ja ledwo co ją znam?! - uniósł się znowu. Co chwila przenosząc wzrok z drogi na mnie.
    - To twoja wina. To ty chciałeś udawać, że nic nas nie łączy... To ty narobiłeś sobie wrogów. Przez ciebie muszę udawać. I kłamać Timo, że nie dostaję pieniędzy, bo szef ma problemy i spóźnia się z wypłatą.
    - To twój ojciec wszystko zaplanował. Wszystko sprowadza się do ciebie - warknął, skręcając w jedną z uliczek. Wtedy zauważyłam, że dojeżdżamy do domu Timo.
    - Zawieź mnie do siebie.
    - Nie. Wrócisz do mojej córki i będziesz dla niej najlepszą matką na świecie, a nie jakąś małą uzależnioną dziwką z klubu.
    Zacisnęłam mocno zęby, kiedy po raz kolejny mnie obraził.
    - Na pewno jestem lepszą matką niż ty ojcem. Co za ojciec zostawia własne dzieci same aż na cztery lata? - burknęłam, uderzając w jeden z jego niewielu słabych punktów. Chociaż czułam, że to był cios poniżej pasa...
    Samochód zahamował mocno i gwałtownie. Poleciałam do przodu, a że nie zapięłam pasów, niemal nie wleciałam na szybę.
    - Co robisz?!
    - Spieprzaj.
    Ton głosu Milesa dosłownie mnie zmroził. Wywołał ciarki na plecach. Sprawił, że nie mogłam się poruszyć i po prostu gapiłam się na napięte mięśnie rapera.
    - Co? Prawda w oczy kole? - w końcu rzuciłam bojowo, poprawiając się na fotelu.
    - Zastanów się, co gadasz gówniaro. Przypomnij sobie dla kogo zniknąłem, a potem przyjdź mnie przeprosić. Może będziesz miała farta i ci odpuszczę - odparł, pochylając się nad moimi kolanami i otwierając drzwi od mojej strony. - A teraz spierdalaj, Kim. Wracaj do swojego kochasia i zajmij się naszym dzieckiem.
    Zacisnęłam wargi i wysiliłam się, by nic więcej już nie mówić. Po prostu wyskoczyłam z samochodu i trzasnęłam z całej siły drzwiami. Miles od razu odjechał z piskiem opon.
    Odetchnęłam głęboko, kiedy znowu zbierało mi się na płacz. Może on miał rację...? Nie byłam ostatnio wzorową mamą...
    Przeszłam kilkanaście metrów, bo Miles zatrzymał się kilka domów wcześniej od tego, w którym mieszkałam. Otworzyłam drzwi i pierwsze co, skierowałam się do łazienki na dole. Timo i Cali chyba jeszcze spali, bo panowała cisza.
    Wzięłam prysznic, przebrałam się w za dużą na mnie koszulkę do spania i jeszcze napiłam się wody. Potem skierowałam się na górę i zajrzałam do Cali. Miałam rację - spała. Westchnęłam cicho i weszłam do środka, poprawiając jej kołderkę, którą była przykryta. Wlepiłam wzrok w jej słodką, śliczną twarz. Była taka podobna do Milesa... A tym czasem Timo zachowywał się jak jej ojciec. To naprawdę nie było w porządku. Nie chciałam tak dłużej żyć. Ale co miałam zrobić...? Byłam zbyt słaba. Przecież nie przeskoczę całej tej wojny między Milesem a facetem, który twierdzi, że jest moim ojcem... Chociaż po części czułam się za to odpowiedzialna. Jakby nie było, chodziło tu o mnie. I nieważne, co bym zrobiła, to i tak nie pomoże.
    Z żalem w sercu wyszłam z pokoju swojej córeczki i na palcach weszłam do sypialni Timo. Pierwsze co zobaczyłam to pusta butelka po alkoholu, leżąca przy łóżku. To się ostatnio zdażało zbyt często. Chyba już trzeci raz złapałam Castro na piciu. Miałabym to gdzieś, ale on zajmował się przecież małą dziewczynką. Już raz się z nim o to pokłóciłam. Gdyby Miles wiedział o tej sytuacji, bez dwóch zdań zabrałby nasze dziecko do swojego domu...
    Zacisnęłam szczękę i podeszłam do łóżka. Nogą przesunęłam puste szkło i nachyliłam się nad Timo. Szarpnęłam lekko za jego koszulę.
    - Timo... Słyszysz mnie? Obudź się - mówiłam. Mimo to próby obudzenia go szły na marne. Przeklęłam pod nosem. Miałam ochotę rzucić tą głupią butelką o ścianę, ale Cali na pewno by się wtedy obudziła. Jednak nie zamierzałam po raz kolejny kłaść się do łóżka tego faceta i pozwalać mu się do mnie przytulać. Miałam już tego dosyć. Odkąd Miles na nowo pojawił się w moim życiu, bycie z Timo tak cholernie męczyło mnie psychicznie...
    Postanowiłam położyć się w salonie na kanapie. Zeszłam z powrotem na dół i wzięłam koc. Padałam z nóg, więc kiedy tylko wygodnie się ułożyłam, nie wiem nawet kiedy odpłynęłam.

*

    Usłyszałam głośne beknięcie, potem wiązankę przekleństw, a na koniec głośny dźwięk otwieranej puszki. Podniosłam ciężkie powieki i zamrugałam kilkakrotnie, próbując przyzwyczaić swój wzrok do światła, które rzucała zapalona lampa.
    - O, w końcu. Moja kochana, wierna dziewczyna się budzi - głos Timo dotarł do moich uszu. Podniosłam się na łóżku i zobaczyłam go, kręcącego się w tą i z powrotem po salonie.
    - Skończ w końcu te picie. Wpadłeś w jakiś ciąg - bąknęłam, ziewając. Zauważyłam, że za oknem było już ciemno. Musiał być już wieczór. - Gdzie Cali?
    Timo prychnął śmiechem i lekko zagniótł puszkę, w której na pewno miał jeszcze piwo. Przechylił ją do ust i opróżnił do końca, bo potem rzucił aluminium na podłogę.
    - Jak było w pracy, co suko?
    Zmarszczyłam lekko czoło i niemal natychmiast się rozbudziłam. Usiadłam prosto, nie spuszczając wzroku z mojego towarzysza. Coś było nie tak... Jak mnie wcześniej nazwał? Wierna dziewczyna...?
    - Tak jak zawsze - odpowiedziałam spokojnie, ignorując jego obelgi. Nie chciałam awantury. Nie chciałam też żeby stał się agresywny... Widać, coś mu odbijało.
    - Tak jak zawsze? Mam rozumieć, że zawsze pieprzysz się z tym swoim raperem? A może zawsze lądujesz na psach?
    Ja pierdziele... Cholera!
    Olałam to, że dosłownie każdy miał mnie za jakąś puszczalską zdzirę i pokręciłam lekko głową, by jakoś wybronić się z tej sytuacji.
    - Nie mam pojęcia o czym mówisz. Jak zwykle się upijesz, a potem wymyślasz głupoty i wszystko odbija się na mnie - powiedziałam, siląc się na to, by mój głos zabrzmiał pewnie i jednocześnie oschle.
    Timo znowu się roześmiał i dosłownie w kilka sekund górował nade mną. Stał przed kanapą, na której cały czas siedziałam i patrzył na mnie z góry. Obleciał mnie strach.
    - Jesteś największą idiotką, jaką znam, wiesz o tym? - mruknął i przesunął opuszkami palców po moim policzku. Kiedy chciałam się odsunąć, zacisnął palce na mojej brodzie i nie pozwolił mi na to. - Zapomniałaś chyba, że znam naprawdę wielu ludzi. Byłem cierpliwy... Wiesz, myślałem, że pocieszysz się chwile, że ten frajer wrócił i ci przejdzie. Ale, cholera... To już trwa tak długo, Kim... Za długo. Nie mogę już słuchać, kiedy za każdym razem ktoś mi mówi, że cię z nim widział. A ja? Przez te cztery lata nie dałaś mi nawet raz. Trzeba to nadrobić.
    Rozchyliłam w szoku wargi i gapiłam się na pijanego Castro szeroko otwartymi oczami. Wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy, że on o wszystkim wiedział!
    Stojąc tak przede mną, zaczął rozpinać pasek od spodni, a mi momentalnie zebrało się na wymioty.
    - Jesteś nienormalny - warknęłam, chociaż wręcz drżałam ze strachu. Chciałam wstać i go minąć, ale przytrzymał mnie za ramiona.
    - Wiedziałem, że tak będzie... Z tymi prochami byłoby o wiele łatwiej - rzucił nerwowo.
    - Z jakimi... Boże, to ty?! Ty mnie naćpałeś?! - krzyknęłam z niedowierzaniem. Jak on mógł coś takiego zrobić?!
    - Pewnie, kurwa. Cztery lata trzymam cię u siebie w domu, a ty nie okazujesz żadnej wdzięczności. A jesteś tak naiwna i głupia, że nie wiedziałaś nawet kiedy mój znajomy dorzucił ci do drinka coś gratis - uśmiechnął się obrzydliwie, ale z tego uśmiechu zrobił się zaraz grymas. - Tyle tylko, że moi chłopcy nie zdążyli cię do mnie dostarczyć. Ten twój kochaś polazł po ochronę i w końcu trafiłaś z nimi na komendę - prychnął z kpiną. - Nawet nie siliłem się żeby cię stamtąd wyciągać. Wiedziałem, że wszechmogący Miles o ciebie zadba.    
    Jezu... To Miles wpakował mnie do aresztu?!
    Tego wszystkiego było za dużo...
    - Wróćmy do rzeczy. Bądź lepiej grzeczna, bo zrobię się nie przyjemny - ostrzegł i znowu zaczął majstrować przy swoich spodniach.
    Nie czekałam na nic. Kopnęłam go w kolano i zerwałam się z kanapy. Timo upadł na podłogę i przeklinając głośno, zdążył złapać mnie za kostkę, kiedy usiłowałam uciec. Z piskiem się przewróciłam i kopałam na oślep, z całych sił starając się wyrwać z jego uścisku.
    - Ty mała suko! - ryknął, kiedy chwyciłam za pierwsze lepsze co wpadło w moje ręce i rzuciłam w jego stronę. Okazało się, że trafiłam go pilotem od telewizora w twarz. I to był moment, kiedy na nowo rzuciłam się do biegu. Cali już stała na dole schodów i płakała, zdezorientowana i wystraszona widokiem, który zastała. Porwałam ją na ręce i wybiegając z domu, chwyciłam jeszcze tylko swoje buty w dłoń i kluczyki od samochodu, które leżały na komodzie przy drzwiach.
    - Nie płacz, kochanie. Jedziemy do tatusia - mówiłam gorączkowo, a mój głos drżał, kiedy sadzałam córkę na tylnym siedzeniu. Potem szybko wskoczyłam za kierownicę i nerwowo wsadziłam kluczyki do stacyjki.  W momencie, kiedy odpaliłam silnik, Timo już był przed domem i krzyczał do mnie jakieś przekleństwa. Kulał. Ale zostawiłam go daleko w tyle, gdy tylko wyjechałam na ulicę. Szlochając cicho, co chwila spoglądałam we wsteczne lusterko, widząc coraz bardziej oddalającą się sylwetkę Castro.

*

    Miles siedział rozłożony na kanapie w salonie i przerzucał kanały w telewizorze. Był w domu tylko z Jake'em, ale chłopiec już dawno spał.
    Dobrze było móc spędzić chociaż jeden wieczór na takim nic nie robieniu, nawet jeżeli myśli rapera cały czas krążyły wokół blondynki. Alexander potrzebował odpoczynku i regeneracji po tym wszystkim, co działo się ostatnio...
    W dłoni obracał swój telefon, bo mimo wszystko, cholernie korciło go do tego, by napisać wiadomość do Kimberly. Minął cały dzień, odkąd ją widział i po tych kilkunastu godzinach miał wrażenie, że może rzeczywiście za ostro ją potraktował. Naprawdę chciał jej wierzyć, że niczym się nie naćpała sama... Ale z drugiej strony budziła się w nim złość na dziewczynę, bo była taka naiwna i nieostrożna. Przecież takie rzeczy nie przytrafiały jej się po raz pierwszy... Czemu nie uważała? Co by się z nią stało, gdyby Milesa nie było wtedy w klubie...?
    Jego rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Westchnął ciężko, nie mając ochoty choćby ruszyć palcem, by otworzyć. Ale ten dźwięk nie ustawał, co zaczynało być denerwujące.
    Ociągając się, podniósł się z kanapy i poszedł otworzyć. Dopiero wtedy zobaczył, że drzwi były zamknięte na zamek. Nie przypominał sobie momentu, kiedy je zablokował, ale rozumiał już, czemu ktoś tu się tak dobijał. Zakładał, że to Jason, który nie wziął ze sobą kluczy.
    Ale kiedy Miles otworzył, zobaczył zupełnie inny obrazek.
    Kimberly stała w progu, trzymając Cali na rękach. Na obu ich twarzach były ślady po świeżych łzach. Na dodatek Kim była w samej koszulce i adidasach, a Cali w piżamce...
    - Przepraszam... Nie zdążyłam wziąć kluczy, ani naszych rzeczy... - powiedziała Kimberly, nim zupełnie się rozpłakała.
____________________

Hej wszystkim!
Wiem, że rozdziały teraz nie pojawiają się dosyć często, a jak już są to jakość jest naprawdę mocno średnia... Niestety, do końca opowiadania nic lepszego nie będzie. Czuję, że wyszłam z wprawy w pisaniu i nie mam nawet kiedy tego nadrobić, bo brakuje mi czasu. Teraz przez sześć dni byłam w swoim rodzinnym mieście, ale tylko dlatego tak długo, bo dostałam zapalenia oka i okazało się, że coś mam z kolanem -.- Jutro już odjeżdżam, a jeszcze przed tym, czeka mnie lekarz i kilka innych spraw do załatwienia... 
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Cieszę się, że ktokolwiek jeszcze tu ze mną został, chociaż liczyłam, że liczba tych osóbek będzie trochę większa.

A teraz coś fajnego, czego pewnie jeszcze nie widziałyście :D


Teledysk bardzo mi się podoba. Szczególnie moment, kiedy Game zabawia się z dupami, a tam wbija ta jedna z pistoletem w dłoni xD On wtedy tak słodko i zabawnie się do niej uśmiecha hah xD Długo nie mogłam doczekać się tego teledysku :)


 No czy on nie jest boski? Ja naprawdę się martwię, że w końcu zaślinię całego laptopa przez tego faceta xD


11 komentarzy:

  1. Ja również nie mam pojęcia dlaczego jest mniej komentarzy. Moje zdanie jest takie, że oni po prostu nie potrafią dostrzec i docenić prawdziwego geniuszu...
    Co do opowiadania to z jednej strony chciałabym żeby już wszystko było super ekstra wspaniale między bohaterami, ale z drugiej znowu, lubię sceny kiedy Miles jest taki... władczy...? coś w ten deseń xd tylko szkoda mi Kim, bo widać że taka biedna zagubiona jest. Mam nadzieję, że będzie happy end (byle nie za szybko) ale jednak chciałabym żeby skończyło się wszystko "i żyli długo i szczęśliwie". Taka tam moja romantyczna strona (fajnie wiedzieć, że ją mam xd)
    A co do komentarzy to chyba już tak musi być. jeżeli ktoś sam nie pisze opowiadania to nie wie ile trzeba włożyć wysiłku w każdy rozdział, ile razy trzeba przeczytać każdo zdanie, zmieniać je, poprawiać, dopisywać , skreślać zanim coś będzie dobre. Nic nie zrobisz niestety... Ze swojej strony mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że opowiadanie jest świetne i uwielbiam je czytać, nawet jeżeli piszesz, że jakość danego rozdziału jest "ŚREDNIA" ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały. Czekam na next ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no.... Dzieje się...
    Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. Nie wpadłabym na to, że to Timo ją w to wpakował, a co gorsza, że wiedział o wszystkim co robiła z Milesem.
    Mam nadzieję, że w rozdziale 22. Miles ugnie się i wybaczy Kim przez zaistniałą sytuację. Zakładam też, że Castro się nie podda, a co gorsza dopiero zaczyna tę grę... Jestem ciekawa jakie masz asy w rękawie, a wiem, że je masz :D
    Tak piszę, piszę i piszę i już zanudzam.
    Czekam na kolejny rozdział! Kocham to opowiadanie i jakoś z pewnością nie jest średnia!

    OdpowiedzUsuń
  4. boje się o nie omg

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jak zawsze świetny...
    Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam.Zaskoczyłaś mnie,ale pozytywnie ...
    No i aż nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału,bo aż ciekawa jestem jak zachowa się Miles...)

    OdpowiedzUsuń
  6. Omg jaka tępa dupa ze mnie. Rozdział przeczytałam już dawno i byłam pewna, że dodałam komentarz a tu nie. Rozdział świetny. Najlepsza była końcówka. Ogólnie jestem ciekawa jak zmoczony Miles wpierdoli Timo.

    OdpowiedzUsuń
  7. super! czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział naprawdę :D
    czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanawiam się kiedy między nimi już będzie dobrze :) haha ciągle coś niszczy ich relacje. Zakochałam się w ich córeczce! chce jej więcej hah

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział świetny. Masz ogromny talent. Jestem pod ogromnym wrażeniem:) Życzę duuuużo weny i z niecierpliwością czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń