czwartek, 2 października 2014

Rozdział 22 (+18).

Miles drgnął lekko i z kamiennym wyrazem twarzy zabrał Cali z rąk Kim, która zupełnie się nie sprzeciwiała.
    Kiedy wziął dziewczynkę i przytulił ją do piersi, jego ciałem wstrząsnęła ogromna fala miłości do tej kruszynki. To była jego córka... Taka śliczna i wystraszona... Ale wystarczyła chwila, a Cali objęła swoimi delikatnymi rączkami szyję mężczyzny i wtuliła się w niego, jakby wiedziała, że przy nim nic jej nie grozi. To wzruszyło go tak bardzo, że momentalnie do oczu napłynęły mu łzy szczęścia. Jednak zdusił w sobie to uczucie, a na jego miejsce szybko przyszła złość. Odsunął się, by przepuścić Kimberly w progu, po czym cała trójka weszła do salonu.
    Miles, cały czas tuląc swoją córkę, nie spuszczał wzroku z jej matki. Na drżących nogach podeszła do kanapy, by opaść na nią bezwładnie i zakryć twarz w dłoniach. Westchnąwszy cicho, podszedł do ukochanej i wyciągnął jedną z dłoni. Opuszkami palców delikatnie pogłaskał włosy Kim. Był na nią wściekły... Ale nienawidził, kiedy płakała. Ciężko było mu patrzeć na dziewczynę w takim stanie.
    - Uspokój się... Położę Cali u Jake'a, a ty idź do sypialni. Weź kąpiel, prysznic... Co chcesz. Przestań już płakać, w porządku? - zapytał, a Kim od razu pokiwała głową. Wiedział, że z trudem powstrzymuje szloch. Dzielnie wstała i ruszyła za nim i za Cali na górę.
    - Zasnęła? - zapytała cicho, zachrypniętym głosem, wskazując kiwnięciem głowy na ich dziecko.
    - Chyba tak - szepnął Miles i znowu poczuł te rozkoszne ciepło rozpierające jego pierś.
    Rozdzielił się z Kim, kiedy wszedł do pokoju syna. Jake przebudził się na chwilę, gdy jego ojciec układał trzylatkę do snu.
    - Cali...? A Kim...? - wymamrotał zaspany chłopiec, przesuwając się na swoim łóżku.
    - Kim też jest. Ale jest zmęczona i zaraz kładziemy się spać. Wy też śpijcie - odpowiedział spokojnie raper i pochylił się, by pocałować syna w czoło. To samo zrobił Cali. Wychodząc z pokoju, popatrzył po raz ostatni na swoje dzieci i poczuł dziwną dumę. Miał wrażenie, że wszystko i wszystcy byli na swoim miejscu...
    Ale nie mógł nacieszyć się tą sytuacją, bo wiedział, że coś się wydarzyło. Nie był do końca pewny, czy chciał wiedzieć, co znowu spotkało Kim, ale... Chyba nie miał innego wyjścia. Przecież nie mógł jej wyrzucić z domu.
    Właściwie, jakaś jego część bardzo się ucieszyła na widok dziewczyny.
    Wszedł do swojej sypialni i w tym samym momencie z łazienki wyszła blondynka. Była w jego koszulce i był niemal pewny, że oprócz tego, nic na sobie nie miała. Popatrzyła na niego zbolałym wzorkiem. Przez chwilę trwali tak w bezruchu, aż w końcu Miles wypuścił powietrze z płuc i podszedł do niej. Bez zbędnych słów przyciągnął ją do siebie i objął mocno ramionami.

*

    Byłam w objęciach mojego ukochanego mężczyzny i dopiero wtedy poczułam się naprawdę bezpiecznie. Wtuliłam się w niego tak, jakbym nie widziała go od wieków. Po części tak było... Nie minęło zbyt wiele czasu od jego powrotu i cały czas miałam wrażenie, że w pełni nie zdążyliśmy się sobą nacieszyć.
    - Przestań w końcu płakać - burknął w końcu, odsuwając się ode mnie. Niemal załkałam, kiedy ciepło jego ciała zniknęło, ale powstrzymałam się. Nie chciałam go bardziej wkurzać. Był podminowany i to było widoczne gołym okiem. - Co się stało? - zapytał w końcu, opadając na brzeg łóżka.
    Wzruszyłam ramionami, nie wiedząc nawet od czego zacząć. Najchętniej bym do tego nie wracała...
    - Timo o wszystkim wie. Wie o nas i myśli, że go z tobą zdradzam.
    - Raczej zdradzasz mnie z nim - powiedział oschle.
    - Nie zdradzam cię - zaprzeczyłam od razu, czując jak przez moje ciało przechodzi nieprzyjemny dreszcz.
    - Nieważne. Mów dalej.
    Westchnęłam cicho, bezradnie. Nie miałam już siły na humory rapera i na to, co działo się w moim życiu.
    - To znajomi Castro dorzucili mi czegoś do drinka w klubie. Nie wiedziałam, że oni go znają... Dlatego wyszło jak wyszło. Mieli mnie potem zawieźć do Timo, bo chciał w końcu się mną zabawić... Ale skończyło się, jak się skończyło... Wylądowałam w areszcie.   
    - Znowu uratowałem ci dupę - mruknął mężczyzna, a ja pokręciłam z niedowierzaniem głową.
    - To ty? Naprawdę ty wpakowałeś mnie na komendę?
    Odpowiedział mi ciszą.
    Odetchnęłam głęboko, powstrzymując łzy. Podeszłam do łóżka od drugiej strony i położyłam się na plecach. Byłam wykończona.
    - Pokłóciłaś się z nim? Dlatego przyjechałaś z Cali do mnie? - Miles nawet nie odwrócił się w moją stronę, kiedy zadawał mi pytanie. Wyciągnęłam dłoń, by dotknąć jego umięśnionych barków i poczułam jak momentalnie się spina. To nie był dobry znak... Nie powinnam działać na niego w taki sposób.
    - Był pijany... Wygadał mi wszystko, a potem stanął nade mną i zaczął rozpinać pasek od spodni. To było jednoznaczne... Ale odepchnęłam go, zabrałam Cali i uciekłam. Zabrałam mu samochód... - odpowiedziałam i w pokoju ponownie nastała cisza. Nie spuszczałam oczu z Milesa, który cały czas siedział plecami do mnie i wcale się nie ruszał. Wyglądał jak żywy posąg... Czemu tak długo nic nie mówił...?
    Czekałam aż się odwróci, zrobi cokolwiek i miałam wrażenie, że minęła co najmniej minuta, zanim w końcu się poruszył... Zdjął koszulkę, zgasił światło i położył się obok mnie.
    - Wrócimy do tego jutro - mruknął jedynie.
    On naprawdę zamierzał iść spać?
    Coś zdecydowanie było nie tak. Miles, którego znałam zareagowałby inaczej... Impulsywnie i gniewnie. Nie zlałby całej sprawy...
    - Wszystko gra...?
    - Wszystko byłoby spoko, gdybyś nie pojawiła się tu z następnymi problemami. Zawsze przyłazisz, gdy masz kłopoty - odparł, tym samym łamiąc mi serce.
    Jego słowa były jak szkło przecinające skórę. Ale... On nie mówił na poważnie. Chciałam w to wierzyć... Jego gesty mówiły co innego i słowa co innego... Był dla mnie czuły i delikatny, kiedy tu przyszłam... A teraz znowu coś mu się poprzestawiało... Na pewno robił to specjalnie. Prowokował mnie, ale mimo tego, że powinnam unieść się dumą i wstać, zabrać mu córkę i stąd wyjść, to... nie zrobiłam tego. Chciałam tu zostać... Chciałam być w miejscu, gdzie razem z Cali byłyśmy bezpieczne. I chciałam być w końcu z osobami, które kocham...

*

    Sam nie wiedział czemu to powiedział. Po wypowiedzeniu słów, zaraz zaczął żałować. Ale musiał rozładować złość... Kiedy usłyszał o tym, że Castro chciał dobrać się do jego dziewczyny... w jego środku po prostu zaczęło się gotować! Z ogromnym trudem powstrzymał się by nie wstać i nie wyjść z domu. Każda komórka jego ciała pragnęła raz na zawsze pozbyć się problemu, jakim był Timo, a później rozprawić się z ojcem Kimberly i każdym, kto jeszcze będzie na tyle głupi, by stawać mu i blondynce na drodze.
    Wiedział jednak, że Kim zaraz by się temu sprzeciwiła. Dlatego opanował nerwy i zgasił światło. Najzwyczajniej w świecie chciał uśpić dziewczynę, a później cicho wymknąć się z domu.
    Czekał na jakąkolwiek reakcję z jej strony, sądził, że zaraz będą się kłócić... Ale ona już nic nie powiedziała, wywołując u Milesa jeszcze większe wyrzuty sumienia.
    Cholera, nienawidził tego... Nienawidził faktu, że przez taką smarkulę, która leżała w jego łóżku, stał się taki miękki. Cały czas miewał chwile, kiedy żałował, że dopuścił ją do swojego życia i pozwolił sobie na uczucia względem niej... Ale czasu nie cofnie... Kimberly stopiła lód z jego serca i nie mógł już bez niej być. Nie chciał tego... Ta drobna dziewczyna urodziła dla niego dziecko... Dzięki niej miał córeczkę...
    Odetchnął głęboko, kiedy poczuł, jak blondynka odwraca się na bok, plecami do niego. Nie słuchając upartego rozumu, który podpowiadał mu, by zrobił tak samo, Mike odwrócił się na bok, ale w taki sposób, że przyległ swoim ciałem do miękkiego ciała dziewczyny. Oplótł ją swym ramieniem. Śmiało wsunął dłoń pod koszulkę Kim i ułożył ją na podbrzuszu. Nie mylił się... Nie miała bielizny. Pod palcami czuł jedynie gładką i miękką skórę.
    Kim poruszyła się nagle i poczuł, jak dociska pośladki do jego lędźwi. Szybko też zauważył, że oddech jego towarzyszki się zmienił.
    Nie rozumiał jej reakcji... Przecież był dla niej niemiły, oschły... A ona teraz dawała mu przyzwolenie na to, by ją dotykał...
    Tym chciała udowodnić mu, że zdecydowała się z nim zostać... Tak, jakby chciała powiedzieć mową ciała, by Miles zrobił wszystko, by nie musiała już wracać do Castro. Dobrze wiedział, że nie przeszłyby jej przez gardło prośby o to, by raper zrobił cokolwiek złego temu zasranemu czarnuchowi. Ale chciała tego... Chciała.
    A on chciał i potrzebował jej.
    Zapominając na chwilę o ich nieprzyjemnej rozmowie, która przed chwilą miała miejsce, zaczął błądzić wargami po szyi Kimberly. W tamtym momencie czuł się jak małe dziecko, które zaraz odpakuje swój świąteczny prezent... Cholernie jej pragnął. Zbyt długo na to czekał.
    Śmiało przesunął dłoń na jedną z piersi dziewczyny i zacisnął na niej palce. Kciukiem pocierał o twardy, nabrzmiały sutek, wsłuchując się w ciche pomrukiwania towarzyszki. W głowie powoli zaczynało mu huczeć przez szybciej płynącą krew. Serce waliło jak oszalałe, gdy blondynka pozwoliła mu ściągnąć z siebie bluzkę.
    Teraz leżała naga, cała jego... Przykrył ją swoim ciałem, opierając dłonie po obu stronach jej głowy. Złączył ich usta w gorącym pocałunku. W pokoju było słychać jedynie ich ciężkie oddechy. Żałował tylko, że nie mógł w pełni jej widzieć, że było ciemno... Ale będzie miał okazję jeszcze nie raz. Był tego pewny.
    Warknął cicho, gdy drobna kobieca dłoń wsunęła się w jego koszykarskie spodenki, w których chodził po domu. Kim chwyciła pewnie jego twarde przyrodzenie, nie marnując ani chwili. Jej ruchy nie były tak nieśmiałe jak kiedyś... Widocznie musiała do tego dojrzeć.
    - Jesteś taki duży... - zaskomlała przy jego uchu. W jednej chwili oblała go fala gorąca. Odepchnął od siebie rękę ukochanej i oba jej nadgarstki przytrzymał nad jej głową. Nie mógł już dłużej wytrzymać.
    Jedno, mocne pchnięcie i myślał, że zwariuje. Słyszał jak Kim wstrzymuje oddech, by zaraz syknąć, być może, z bólu. Ale nie obchodziło go to. Była taka ciepła i mokra... Zapraszająca. Obiecywała spełnienie, za którym tak tęsknił.
    Odczekał jedynie chwilę, by dziewczyna unormowała oddech. Potem znów zaczął w nią wchodzić. Mocno, gwałtownie i szybko, jakby się bał, że zaraz mu zniknie, a wszystko okaże się snem. Był zaborczy i władczy, pragnąc samego siebie utwierdzić w przekonaniu, że Kimberly była jego własnością. Tylko jego... Nikt inny nie mógł jej mieć w taki sposób. Tylko on. Tylko on...

*

    Głośny jęk wydobył się z mojego gardła, kiedy Miles wszedł we mnie po raz pierwszy od tak długiego czasu.  Wcale nie był delikatny i czuły. To było jak żywy ogień ogarniający moje ciało. Bolało... Ale chciałam dać się sparzyć. Mogłam nawet spalić się w tym ogniu... Oddychałam głęboko, nie mając zamiaru przerywać. Czułam to, jak bardzo Miles mnie chciał. Jak bardzo tego potrzebował... To sprawiało, że chciałam płakać ze szczęścia. Bo tylko ja mogłam przynieść mu ukojenie... Wiedziałam, że tylko ze mną było mu naprawdę dobrze... Byłam dla niego zarazem trucizną i lekiem... On dla mnie był tym samym. Raniliśmy siebie nawzajem, ale nie potrafiliśmy być bez siebie szczęśliwi.
    Obejmując mężczyznę nogami wokół pasa, rozkoszowałam się każdym kolejnym pchnięciem, które wydawały mi się coraz to mocniejsze. Myślałam, że zaraz odpłynę... Byłam wilgotna od potu. Było mi gorąco...
    Nie musiałam czekać długo. Szybko poczułam, jak w moim podbrzuszu wybucha prawdziwa, dzika rozkosz. Kolejny głuchy, głośny jęk wydarł się z mojego gardła, ale Miles szybko zagłuszył to niedbałym pocałunkiem. Dreszcze przechodziły przez moje rozpalone ciało, cała drżałam. Prawie brakowało mi sił, kiedy gwiazdor nie przestawał się we mnie poruszać, dopóki sam nie doszedł.
    Wybuchł w moim środku. Zamknęłam oczy, rozkoszując się przyjemnym ciepłem. Raper schował twarz w zagłębieniu mojej szyi i wyrównywał oddech. Co chwila muskał moją skórę swoimi wargami, wywołując kolejne, przyjemne dreszczyki.
    Milczeliśmy przez dłuższy czas, dochodząc do siebie. Miles cały czas na mnie leżał, ale nie przeszkadzało mi to. Uwielbiałam jego ciepło, jego siłę... Uwielbiałam, kiedy nade mną dominował.
    - Nigdy nie pokocham kogoś bardziej, niż ciebie - szepnęłam cicho. Chciałam żeby mi wierzył... Był najważniejszym facetem w moim życiu.


*

    W jego głowie cały czas siedziały ostatnie słowa Kimberly, które od niej usłyszał, zanim dziewczyna zasnęła.
    Miles siedział teraz na krawędzi łóżka, ogarnięty i ubrany. Siedział i spoglądał na ukochaną. Wyglądała pięknie, naga, zaplątana jedynie w jego pościel. Jej włosy w nieładzie po tym, co robili... I ta miękka skóra, która zachęcała do dotyku. Nawet policzki miała jeszcze lekko zaróżowione.
    Odetchnął cicho i wstał, chowając pistolet za paskiem od spodni. Wiedział, że robił dobrze... Robił  to dla siebie. Robił to dla niej. I dla ich dzieci... 
    Po raz ostatni spojrzał na młodą, niczego nieświadomą dziewczynę. Nie miał zamiaru pozwolić na to, by ktoś ją mu zabrał. By ktoś się nią bawił. By ktoś jej rozkazywał i nakazywał. Tylko on mógł to wszystko robić... On mógł się z nią kłócić i on mógł się z nią godzić...
    Zgasił nocną lampkę, po czym skierował się do drzwi.
    Dzisiejszej nocy pośle jednego skurwiela do piekła. I był już na to gotowy.
____________________

Hej Wam!
Do końca zostało zaledwie kilka rozdziałów :) Uwielbiam tą historię, ale cieszę się, że się kończy, bo po prostu czuję, że się wypalam w tym opowiadaniu. Was też już pewnie połowa stąd odeszła, bo rzadko dodaję coś nowego.
Mam nadzieję, że rozdział jakoś w miarę ogarnięty. Prawdopodobnie niedługo będzie też nowy szablon, więc mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)

Kilka numerów, których ostatnio cały czas słucham :D Może coś komuś wpadnie w ucho.


13 komentarzy:

  1. Z jednej strony trochę mi smutno, że niedługo koniec, ale z drugej chciałabym znać zakończenie xD
    Lubię dominującego i zdeterminowanego Milesa i chociaż jestem przeciwniczką krwawych rozwiązań to mam nadzieję, że da on nauczkę Timo. Tylko mam nadzieję, że wszystko pójdzie jak trzeba ... Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że sie między nimi układa :D Cali jest słodka :D *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nowy rozdział - idealny prezent na urodziny :) Dziękuję! :) @newyorkismy

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko żeby nie trafił do więzienia, tylko nie wiezienie. Rozdział boski. Ja nie widzę twojego wypalenia w jakości rozdziałów. Szkoda , że niedługo koniec, ale rozumiem cie. Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział super już nie mogę się doczekać następnego

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutno że niedługo koniec ;( Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów i życzę dużo, dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja podzielam zdanie dziewczyny która dodała komentarz jako pierwsza :D Też mi niesamowicie szkoda że to już końcówka, ale jestem tak ciekawa jak to wszystko się skończy !
    Mam nadzieję, że z Timo wszystko pójdzie tak jak trzeba (chociaż czuję że tak nie będzie, ale obym się myliła), bo Miles, Kim i dzieciaki zasługują w końcu na spokój i szczęście ;)
    Do następnego !

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nadal tu jestem i nigdzie się nie wybieram! Będę czytać do końca. Co prawda nie jestem jakoś na bieżąco, ale nadrabiam zaległości i komentuję! Uwielbiam to opowiadanie!
    Czekam na nowy rozdział! <3
    PS. Eh, biedny Miles. Jak zwykle jemu przypada brudna robota.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostaje do końca chodź nie byłam od początku ale wszystko przeczytałam i smutno mi sie ze opowiadanie sie kończy ale ma nadzieje ze zaczniesz jakie nowe 💕💕💕 czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jak zawsze cudowny <3
    I wiesz mi dotrwam do końca Twojego opowiadania
    Nawet mi się nie śni,żeby odpuszczać twoje opowiadanie.
    Ps.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. kiedy dodasz nowy rozdzial ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Awww nareszcie to zrobili <3 Rozdział jaakk zwykle cudowny kochana ;* Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń