poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 24.

    Otworzyłam oczy, które natychmiast zaczęły mnie szczypać. Zamrugałam nimi parokrotnie, nie do końca rozumiejąc co się działo. Szum w głowie, zdrętwiałe ciało... Co jest grane?
    - Kim... Boże, Kim...
    Ktoś mnie wołał...? Przekręciłam głowę w bok, tam skąd dochodził kobiecy głos. Obraz miałam zamazany, ale po chwili rozpoznałam znajomą twarz blondynki.
    - Gdzie jestem? Co się stało? - wymamrotałam, podnosząc się powoli na łokciach. - Szpital... - wyjęczałam po chwili, sama sobie odpowiadając na to pytanie. Wystarczyło rozejrzeć się po pomieszczeniu.
    Nagle serce zaczęło mi bić jak szalone. Zaczęło mi się wszystko przypominać... Co z Cooperem...? I gdzie Miles? Czemu nie było go przy mnie?
    - Zemdlałaś... Lekarze mówili, że byłaś w szoku... Sama nie wiem. Jak dla mnie, byłaś po prostu w prawdziwej rozpaczy... Kiedy przyjechałam i Cię zobaczyłam...
    - Nic nie pamiętam... - rzuciłam nerwowo, próbując opanować oddech. - Ostatnia rzecz, którą pamiętam to jak nacisnęłam na spust... Jak Cooper upadł. Nic więcej.
    - Cooper żyje... Miał operację, jest nieprzytomny, ale chyba z tego wyjdzie... A Ty byłaś przerażona... Miles zadzwonił po karetkę. Zajęli się tym facetem i tobą. Dostałaś leki na uspokojenie. Zasnęłaś...
    - Gdzie Miles?
    - Kim...
    - CeCe, gdzie jest Miles? - powtórzyłam dobitniej, coraz bardziej świadoma rzeczywistości.
    Mina mojej przyjaciółki zdradzała jedynie tyle, że zaraz mój świat legnie w gruzach.
    I dokładnie tak się stało, kiedy usłyszałam jej odpowiedź.
    - Jest w areszcie... Jason próbuje go wyciągnąć, ale tym razem... Tym razem to nie jest takie łatwe...
    - Czemu? Zawsze sobie radzili... Muszę tam jechać. Boże, CeCe, ja muszę tam jechać... - zaczęłam panikować. Próbując powstrzymać szloch, opuściłam stopy na podłogę i chciałam wstać, ale przyjaciółka mnie powstrzymała.
    - Miles bardzo chce żebyś się w to nie mieszała. Musisz zostać z waszymi dziećmi - powiedziała, patrząc mi w oczy.
    Zagryzłam na chwilę szczękę, przełykając gulę w gardle.
    - Gdzie są Cali i Jake?
    - Mama Milesa ich zabrała. Musisz dojść do siebie i wracać do nich, Kim.
    Pokiwałam głową, biorąc głęboki, uspokajający oddech. Dzieci... One były najważniejsze.
    - W porządku... W porządku. Chcę stąd wyjść i zabrać je do domu. Wyjaśnisz mi wszystko podczas drogi...
    - Pójdę po lekarza - CeCe wstała i przed wyjściem, rzuciła mi jeszcze jedno spojrzenie. - Wszystko się jakoś ułoży... Zobaczysz.

*

    Niecałą godzinę później byłam razem z CeCe w drodze po maluchy. Od lekarzy dowiedziałam się, że mam się nie przemęczać i nie denerwować. Przez stres miałam osłabiony organizm. Ale teraz to było najmniej ważne. Ważne było to, co działo się z Milesem...
    - Kiedy Jason do mnie dzwonił, mówił, że Miles wziął wszystko na siebie... Powiedział policji, że to on postrzelił Coopera. Zdradził Jasonowi, że zdążył wytrzeć Twoje odciski palców z broni...
    - Przecież działałam w samoobronie... Nie poszłabym za to do więzienia... - szepnęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu.
    CeCe westchnęła i spojrzała na mnie z żalem.
    - To nie tak... Miles i Jay już nie raz zadarli z policją... Przecież wiesz, Kim. Miles bał się, że obrócą wszystko przeciwko Tobie, chociażby po to, żeby zrobić mu na złość. Nie chciał ryzykować.
    - Ale teraz go zamkną... Zostanę znowu sama... - mój głos się załamał, a ja pozwoliłam pierwszym łzom spłynąć po policzku. Pękłam... Nie mogłam znieść myśli, że raper będzie siedział... On tego nie wytrzyma...
    - Nic jeszcze nie jest przesądzone. Musimy być dobrej myśli. Jason i jeszcze paru ich kumpli zrobią wszystko, żeby wyciągnąć Milesa. Może pójdą na jakiś układ... Nie płacz, proszę. Jesteśmy już na miejscu. Nie możesz pokazać się tak Cali, Jake'owi i ich babci.
    - Ty idź po Cali i Jake'a. Ja się uspokoję... Nie chcę stawać twarzą w twarz z matką Milesa. Nie teraz... Mam wrażenie, że wszystko jest moją winą.
    - Nic nie jest Twoją winą. Po prostu... Widocznie tak musiało być... Żadne z was nie mogło nic zrobić. Proszę cię, weź się w garść - odparła CeCe i wysiadła z samochodu.
    Miała rację... Wszystko się jakoś ułoży. Musiałam się pozbierać.

*

    - Kim, czemu taty dalej nie ma? - zapytał Jake, kiedy kładłam jego i Cali do łóżka.
    Westchnęłam cicho i nakryłam ich kołdrą.
    - Pewnie będzie już jutro rano. Nie martw się.
    - Ale gdzie on jest?
    - Jake, jest już późno. Już dawno powinniście spać - powiedziałam i pocałowałam jego i Cali w czoło.
    - Nie bądź smutny - mruknęła Cali i wyciągnęła do niego swoje malutkie ramionka, by go przytulić.
    Cali była mniej przywiązana do Mike'a niż Jake. Widocznie spędziła z nim jeszcze za mało czasu... Bałam się, że znowu nie będzie widziała ojca przez długi czas...
    - Kocham was bardzo mocno. Tata też was kocha. Nie martwcie się - zmusiłam się do uśmiechu. - Dobranoc, skarby - zgasiłam lampkę i wyszłam z pokoju, zostawiając uchylone drzwi.
    Przeszłam kilka kroków i się rozpłakałam. Nie było żadnych wieści, nic... Przecież Miles i Jay już dano powinni wrócić... Była północ...
    - Kim... - CeCe wstała kiedy tylko mnie zobaczyła. W dłoni trzymała telefon. - Jason już wraca... Zaraz tu będzie.
    - A co z Milesem? - zapytałam z nadzieją, ocierając łzy.
    - Nie wiem... Nie chciał nic powiedzieć przez telefon.
    Nie zapowiadało się dobrze...
    Opadłam na kanapę i ukryłam twarz w dłoniach. Byłam załamana. Po prostu załamana... Chciałam iść na policję i wszystko wytłumaczyć, ale kto by mi teraz uwierzył... Nawet jeśli, to pewnie Miles miałby rację i wszystko obrócili by przeciwko mnie... On robił wszystko dla mnie...
    - Boże, to moja wina... - szepnęłam po raz setny dzisiejszego dnia.
    - Trzymaj, Kim - CeCe podsunęła mi szklankę ze szkocką. - Dobrze Ci zrobi. Uspokój się.
    Upiłam łyk i poczułam jak mocny alkohol rozgrzewa mój przełyk.
    - Po prostu nie chce znowu bez niego żyć - mruknęłam, pociągając nosem.
    - Wiem... - usiadła obok i pogładziła mnie po ramieniu. - Zawsze możesz liczyć na mnie i na Jay'a...
    Pokiwałam głową i po raz kolejny przechyliłam szklankę do ust. W tym samym momencie do salonu wszedł Jason.
    Sam Jason.
    - I co? - zapytałam, wstając z kanapy. Patrzyłam mu w oczy, próbując wyczytać z nich cokolwiek. Jedyne co w nich widziałam, to zdenerwowanie.    
    - Kim...
    - Mów. Po prostu mów - poprosiłam, nie spuszczając z niego wzroku.
    - Miles będzie miał sprawę. Do tego czasu zostanie w areszcie. Nie zgodzili się nawet na kaucję, żeby mógł ten czas spędzić w domu.
    - Boże... - wydusiłam, przykładając dłoń do ust.
    - Rozmawiałem z nim... Chciałem namówić go na układ... Chciałem żeby wydał kilka nazwisk, ale on nie chciał się na to zgodzić... Powiedział, że nigdy nikogo nie sprzeda...
    - Dlaczego?! Kumple są ważniejsi niż ja i dzieci?! - wyrzuciłam, zupełnie się rozklejając.
    - Nie osądzaj go. Jemu też jest ciężko - Jay mówił łagodnie, podchodząc do mnie. Przytulił mnie i pogładził dłonią moje plecy.
    - Ja zawsze wybrałabym jego - łkałam z żalem.
    - Ale on też wybrał Ciebie... Dla Ciebie wziął całą winę na siebie. Przecież wiesz, że on bardzo mocno Cię kocha. Musimy go teraz wspierać...
    - Nie... - odepchnęłam od siebie chłopaka i pokręciłam głową. - Nienawidzę go... Nienawidzę go! Znowu zostawia mnie samą! - wykrzyczałam i w nerwach przewróciłam szklankę, która była do połowy pełna. Spadła ze stołu z hukiem, a szkocka rozlała się na podłogę. - Niech radzi sobie sam - warknęłam i wybiegłam z salonu.
    - Kim, poczekaj! - CeCe zawołała za mną, ale nie miałam zamiaru dłużej z nimi rozmawiać. Wbiegłam po schodach na górę i zamknęłam się w sypialni mojej i Milesa. Rzuciłam się z płaczem na łóżko, tracąc zupełnie chęci do życia. On był moim życiem... Ale zawodził mnie po raz kolejny...
______________

Witam.
Rozdział pojawia się po długim czasie i powiem, że to nareszcie jest ostatni rozdział. Zupełnie wyszłam z wprawy, nie czuję już blogowania i pisania i nie mam na to czasu. Nie mam czasu, żeby nawet czytać Wasze opowiadania. Więc wybaczcie za jakość. 
Został nam tylko epilog, a kiedy on się pojawi, nie mam pojęcia. 


Zajebiste *.*

środa, 4 lutego 2015

Informacja.

Nie wiem, czy ktokolwiek tu jeszcze czeka na coś nowego, ale w końcu postanowiłam coś napisać... Po pierwsze - przepraszam.
Wyłączyłam się na jakiś okres z blogowania. Przestałam pisać moje i czytać opowiadania innych przede wszystkim z braku czasu, jednak nie tylko. W wolnych chwilach czytałam to, co już napisałam, zaczynając od pierwszej części mojego opowiadania i po prostu wszystko przestało mi się podobać i straciło sens. Co za tym idzie? Brak chęci do dalszego pisania, przynajmniej tego opowiadania. Ale jestem przecież na samym końcu... Tak niewiele mi zostało. Dlatego postanowiłam się zabrać za następny rozdział, po tak długim czasie. Nie wiem kiedy się pojawi, ale powinien się pojawić w najbliższym czasie. Chcę zakończyć tą historię, bo jednak poświęciłam dużo czasu, by cokolwiek tu stworzyć... Chociaż czasem bywa tak, że najchętniej wszystko bym usunęła. 
Może za jakiś czas zacznę pisać coś nowego...? Nie wiem. Mam ochotę na coś świeżego, jednak nie podjęłam jeszcze decyzji. Nie wiem czy jest sens. 
No... To tyle... Może jeszcze ktoś tu wchodzi i to przeczyta. 



czwartek, 23 października 2014

Rozdział 23.

    Otworzyłam oczy i dostrzegłam, że na dworze zaczynało się dopiero rozjaśniać. Musiało być coś koło czwartej nad ranem. Ziewając, przekręciłam się na drugi bok, bo nie chciało mi się wstać, by zasłonić okna. Wtedy zauważyłam, że w łóżku leżałam sama.
    Usiadłam i zaspanym wzrokiem rozejrzałam się po pokoju Milesa. Zaczęłam nasłuchiwać jakichkolwiek dźwięków, które mogłyby dochodzić z łazienki, ale.. byłam sama.
    Gdzie on zniknął?
    Wstałam i założyłam na siebie jego koszulkę. Wyszłam z sypialni i pierwsze co, to sprawdziłam pokój Jake'a. On i Cali cały czas smacznie spali i wyglądało na to, że Milesa przy nich nie było. Wycofałam się i zamknęłam cicho drzwi.
    Sprawdziłam cały dom, nawet dach i siłownię. Już miałam do niego zadzwonić, kiedy uświadomiłam sobie, że nie byłam w jego domowym studiu. Tylko tam mógł siedzieć o tej porze. Pewnie się zaszył i pisał..
    Zeszłam na dół i weszłam do środka. Światło było zgaszone.. Zapaliłam je i okazało się, że w środku nie było nikogo. Jedynie mnóstwo pojedynczych, zapisanych kartek walało się po konsoli, a jakiś gruby, już zniszczony notes leżał na skórzanej kanapie.
    Westchnęłam cicho. Czemu Miles mnie zostawił..? Gdzie poszedł..?
    Zrezygnowana, podeszłam do konsoli. Wiedziałam, że studio to był jego azyl. I nie podobałoby mu się to, że właśnie zaczynam przeglądać jego teksty, ale.. Kiedy zauważyłam na jednej z kartek swoje imię, nie mogłam się powstrzymać. Strona z zeszytu była lekko pognieciona, litery drukowane, krzywe, pisane chyba na szybko.. Albo pod wpływem jakichś emocji. Nie było choćby jednego skreślonego słowa. Jakby Miles doskonale wiedział, co chce przelać na papier.
    Gdy zaczęłam czytać treść kawałka, na chwilę stanęło mi serce.
   
Siadaj suko,
Jeśli znowu się poruszysz, spiorę cię na kwaśne jabłko.
Nie zmuszaj mnie, bym obudził dziecko,
Nie musi patrzeć na to, co zamierzam zrobić.
Przestań ryczeć, dlaczego zawszę muszę na Ciebie krzyczeć?
Jak mogłaś,
Po prostu zostawić mnie i kochać się z nim?
Co się stało Kim?
Jestem dla ciebie zbyt głośny?
To masz pecha, dziwko, tym razem wysłuchasz mnie do końca.
Spójrz Kim,
Patrz teraz na swojego męża!
(Nie!)
Powiedziałem patrz na niego!
Nie jest taki super, nie?
Mała dziwko!
(Dlaczego to robisz?)
Zamknij się kurwa!
(Jesteś pijany! Nie wykręcisz się z tego!)
Myślisz, że mnie to obchodzi?
Chodź, idziemy się przejechać, suko
(Nie!)
Siadaj z przodu

Ref.:
Za długo, suko okłamywałaś mnie za długo.
Nie mam zamiaru
żyć na tym świecie bez Ciebie.

Naprawdę wkurwiłaś mnie Kim,
Myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy.
To jest popieprzone!
(Kocham cię!)
Boże, mój mózg się lasuje
(Kocham cię...)
Co ty robisz?
Zmień tą stacje, nienawidzę tej piosenki!
Czy to wygląda na wielki żart?
(Nie!)
Kim, Kim!
Dlaczego ci się nie podobam?
(Kochanie...)
Nie zbliżaj się do mnie kurwa, nie dotykaj mnie
Nienawidzę cię! Nienawidzę!
Przysięgam na Boga, Nienawidzę.
O Boże, ja cię kocham.
Jak, kurwa, mogłaś mi to zrobić?
(Przepraszam!)
Jak, kurwa, mogłaś mi to zrobić?

Ref.:
Za długo, suko okłamywałaś mnie za długo.
Nie mam zamiaru
żyć na tym świecie bez Ciebie.

Dobra, suko, wysiadaj
(Nie mogę, boję się)
Mówię wysiadaj!
(Nie rób tego, kochany proszę puść moje włosy)
Pierdol się, to ty nam to zrobiłaś!
To jest twoja wina, to przez ciebie,
O Boże, zaczynam świrować.
Miles, weź się w kupę.
Powinienem się domyślić
Hej! Dokąd idziesz? Wracaj tu!
Nie uciekniesz ode mnie Kim,
Jesteśmy tu sami, nikogo więcej!
Tylko to sobie utrudniasz.
Ha! Ha! Mam cię!
(Ahh!)
Ha! No, dalej, krzycz!
Nawet krzyknę z tobą:
Aaa, Pomocy!
Nie rozumiesz, suko, że nikt cię nie słyszy?
A teraz się zamknij i przyjmij to, co się zbliża
Miałaś mnie kochać!


    W głowie mi huczało, a ja gapiłam się na literki, które układały się w ten chory tekst. Wszystko zaczęło mi się rozmazywać, a na kartkę papieru skapnęło kilka moich łez. Otarłam je szybko z twarzy.
    On był chory.. Nie wierzyłam, że mógł napisać o mnie coś takiego.. On.. Przełknęłam ślinę i przeczesałam nerwowo włosy. Nie chciałam bać się Milesa, ale nie sądziłam, że mógłby być zdolny do napisania czegoś tak.. psychicznego.. Wiedziałam, że miał huśtawki nastrojów, ciężkie dzieciństwo, ale przecież zawsze brałam go za faceta z głową na karku. Co jeżeli tak naprawdę wcale go nie znałam..? Może te zielsko, które palił niszczyło mu psychikę.. Bałam się, że jeżeli zdecyduję się z nim zostać, on z czasem pokaże mi swoje prawdziwe oblicze. Jeżeli to miało wyglądać tak, jak w jego numerze...
    On cię kocha... Tak bardzo cię kocha... - szeptał jakiś głos z tyłu mojej głowy. Tekst po części mówił przecież o tym... Przecież chciałam być dla niego tą jedyną... Tą jedyną bez której nie mógł żyć.
    Miałam mętlik w głowie. Musiałam otrząsnąć się z szoku.. Ściskając kartkę w dłoni i gniotąc ją lekko, wyszłam ze studia.

*

    Miles po cichu otworzył drzwi i wszedł do domu. Pierwsze co zrobił, to ściągnął z siebie bluzę śmierdzącą benzyną i spalenizną. Odłożył pistolet na stół w salonie i poszedł do łazienki. Jego kostki u rąk chyba nigdy w pełni się nie zagoją. Znowu miał zdartą skórę, opuchnięte miejsca.
    Stanął przed lustrem i odkręcił wodę w umywalce. Zmoczył przemęczoną twarz i popatrzył na swoje odbicie. Próbował wmówić sobie, że właśnie było po wszystkim. Usunął problem... Ale jednak coś nie dawało mu spokoju i przeczuwał, że to jeszcze nie koniec.
    A może te przeczucie dotyczyło czegoś innego...? Może tym razem nie uda mu się wykręcić za pobicie i podpalenie... Ale kiedy tylko zobaczył Timo, nerwy mu puściły. Sam się nie spodziewał, że zareaguje tak gwałtownie... Najpierw wyładował wszystkie swoje nerwy na Castro, który nawet nie potrafił oddać ciosów raperowi. Był na to zbyt pijany. Kiedy stracił przytomność, Miles dopiero wtedy się opamiętał. Kiedy zdał sobie sprawę, że nie czuje ulgi, po prostu podlał dom tego skurwiela benzyną i podpalił. Bez żadnych skrupułów. Przez chwilę obserwował jak języki ognia stają się coraz większe i zaczynają buchać przez okna. A kiedy usłyszał syreny straży pożarnej i policji, wsiadł w samochód i odjechał, nie czując żadnych wyrzutów sumienia.
    Odetchnął cicho i zakręcił wodę. Miał nadzieję, że w ciągu najbliższych dwunastu godzin nie okaże się, że znów będzie musiał się usunąć na jakiś czas...
    Wyszedł z łazienki i... znieruchomiał. Zatrzymał się w półkroku, próbując zrozumieć co się dzieje. Lufa przy jego skroni skutecznie go unieruchomiła.
    - Chyba nie myślałeś, że ci odpuszczę - odezwał się Cooper, celując w Milesa. - Prawie zabiłeś Timo. Jest cały poparzony, nie wiadomo, czy przeżyje. Do tego cały czas pieprzysz moją córkę. To nie może się dalej ciągnąć - szepnął złowrogo do ucha rapera. - W żyłach Kimberly płynie moja krew. Krew Crips'ów. Sypiając z nią, zdradzasz swoich ludzi.
    - Ona nie należy do żadnego gangu - powiedział twardo Miles, przeklinając siebie w duchu. Zostawił broń w salonie. W ogóle, jak mógł się nie zorientować, że w jego domu jest jakiś intruz... Teraz miał prawdziwy problem. Wydawało mu się, że jest w sytuacji bez wyjścia.
    - Mylisz się. Przeciągnąłeś ją na swoją stronę. Ona nie może bratać się z wrogiem. Ułatwię jej sprawę i usunę cię z jej życia. To będzie dla mnie czysta przyjemność - odparł Cooper. Alexander wstrzymał oddech, gdy usłyszał dźwięk odblokowywania pistoletu tak blisko ucha. Wiedział już, jak strasznie musiała poczuć się Kimberly, kiedy potraktował ją podobnie...
    - Ona cię nienawidzi. Znienawidzi cię jeszcze bardziej, kiedy mnie zabijesz - odezwał się, próbując zdobyć trochę czasu i poczekać na odpowiedni moment. Nie miał zamiaru się poddać. Na górze w pokoju spały jego dzieci. No i jego dziewczyna, która...
    Pojawiła się nagle w zasięgu jego wzroku.
    - Popłacze za tobą i w końcu przestanie. Tak samo jak wtedy, kiedy myślała, że zdechłeś.
    Miles nic nie odpowiedział. Starał się nie zdradzić z tym, że Kim była tu razem z nimi. Tylko on mógł ją widzieć. Cooper stał do niej tyłem...
    Raper przez dłuższą chwilę patrzył blondynce w oczy i dostrzegł, że płakała. Potem zobaczył kartkę papieru, którą ściskała w dłoni. Nie wiedział o co chodziło, ale to nie wydawało się aż tak pilne...

*

    Nie spodziewałam się zastać takiego obrazu. Patrzyłam jak facet, który miał być moim ojcem, przystawia lufę do skroni Milesa i... Zrozumiałam, że nieważne jaki Miles był, nie mogłam go stracić. Nie chciałam bez niego być... Przyłożyłam dłoń do ust, by nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Miles mnie widział, ale Cooper nie. Co miałam zrobić? Jak miałam mu pomóc?
    Serce waliło mi jak oszalałe, cała drżałam. Rozejrzałam się po salonie, szukając czegokolwiek, co pomogłoby mi obronić siebie i rapera. Dopiero po kilku sekundach zobaczyłam broń leżącą na stole w salonie. Cofnęłam się kilka kroków i popatrzyłam niepewnie w stronę Milesa. Ja nawet nigdy nie strzelałam...
    Chwyciłam pistolet w dłonie i wycelowałam. Dłonie trzęsły mi się tak bardzo, że bałam się, że przez przypadek postrzelę nie tego, którego powinnam.
    Odblokowałam pistolet i tym sposobem zwróciłam uwagę Coopera na siebie. Popatrzył na mnie, ale nie zdążył nic powiedzieć.
    Pociągnęłam za spust. W domu rozległ się huk, a mężczyzna padł na podłogę.
____________________

Hej Wam!
I jak? Jeszcze jeden rozdział i epilog, albo nawet i bez epilogu się obejdzie. Mam nadzieję, że wytrwacie ze mną do końca :)
Dziękuję Play with me hide and seek. za prześliczny szablon. Jestem jej wierną fanką :) To nie pierwszy szablon, który zamówiłam u tej dziewczyny.
Tekst piosenki oczywiście Eminema :)




czwartek, 2 października 2014

Rozdział 22 (+18).

Miles drgnął lekko i z kamiennym wyrazem twarzy zabrał Cali z rąk Kim, która zupełnie się nie sprzeciwiała.
    Kiedy wziął dziewczynkę i przytulił ją do piersi, jego ciałem wstrząsnęła ogromna fala miłości do tej kruszynki. To była jego córka... Taka śliczna i wystraszona... Ale wystarczyła chwila, a Cali objęła swoimi delikatnymi rączkami szyję mężczyzny i wtuliła się w niego, jakby wiedziała, że przy nim nic jej nie grozi. To wzruszyło go tak bardzo, że momentalnie do oczu napłynęły mu łzy szczęścia. Jednak zdusił w sobie to uczucie, a na jego miejsce szybko przyszła złość. Odsunął się, by przepuścić Kimberly w progu, po czym cała trójka weszła do salonu.
    Miles, cały czas tuląc swoją córkę, nie spuszczał wzroku z jej matki. Na drżących nogach podeszła do kanapy, by opaść na nią bezwładnie i zakryć twarz w dłoniach. Westchnąwszy cicho, podszedł do ukochanej i wyciągnął jedną z dłoni. Opuszkami palców delikatnie pogłaskał włosy Kim. Był na nią wściekły... Ale nienawidził, kiedy płakała. Ciężko było mu patrzeć na dziewczynę w takim stanie.
    - Uspokój się... Położę Cali u Jake'a, a ty idź do sypialni. Weź kąpiel, prysznic... Co chcesz. Przestań już płakać, w porządku? - zapytał, a Kim od razu pokiwała głową. Wiedział, że z trudem powstrzymuje szloch. Dzielnie wstała i ruszyła za nim i za Cali na górę.
    - Zasnęła? - zapytała cicho, zachrypniętym głosem, wskazując kiwnięciem głowy na ich dziecko.
    - Chyba tak - szepnął Miles i znowu poczuł te rozkoszne ciepło rozpierające jego pierś.
    Rozdzielił się z Kim, kiedy wszedł do pokoju syna. Jake przebudził się na chwilę, gdy jego ojciec układał trzylatkę do snu.
    - Cali...? A Kim...? - wymamrotał zaspany chłopiec, przesuwając się na swoim łóżku.
    - Kim też jest. Ale jest zmęczona i zaraz kładziemy się spać. Wy też śpijcie - odpowiedział spokojnie raper i pochylił się, by pocałować syna w czoło. To samo zrobił Cali. Wychodząc z pokoju, popatrzył po raz ostatni na swoje dzieci i poczuł dziwną dumę. Miał wrażenie, że wszystko i wszystcy byli na swoim miejscu...
    Ale nie mógł nacieszyć się tą sytuacją, bo wiedział, że coś się wydarzyło. Nie był do końca pewny, czy chciał wiedzieć, co znowu spotkało Kim, ale... Chyba nie miał innego wyjścia. Przecież nie mógł jej wyrzucić z domu.
    Właściwie, jakaś jego część bardzo się ucieszyła na widok dziewczyny.
    Wszedł do swojej sypialni i w tym samym momencie z łazienki wyszła blondynka. Była w jego koszulce i był niemal pewny, że oprócz tego, nic na sobie nie miała. Popatrzyła na niego zbolałym wzorkiem. Przez chwilę trwali tak w bezruchu, aż w końcu Miles wypuścił powietrze z płuc i podszedł do niej. Bez zbędnych słów przyciągnął ją do siebie i objął mocno ramionami.

*

    Byłam w objęciach mojego ukochanego mężczyzny i dopiero wtedy poczułam się naprawdę bezpiecznie. Wtuliłam się w niego tak, jakbym nie widziała go od wieków. Po części tak było... Nie minęło zbyt wiele czasu od jego powrotu i cały czas miałam wrażenie, że w pełni nie zdążyliśmy się sobą nacieszyć.
    - Przestań w końcu płakać - burknął w końcu, odsuwając się ode mnie. Niemal załkałam, kiedy ciepło jego ciała zniknęło, ale powstrzymałam się. Nie chciałam go bardziej wkurzać. Był podminowany i to było widoczne gołym okiem. - Co się stało? - zapytał w końcu, opadając na brzeg łóżka.
    Wzruszyłam ramionami, nie wiedząc nawet od czego zacząć. Najchętniej bym do tego nie wracała...
    - Timo o wszystkim wie. Wie o nas i myśli, że go z tobą zdradzam.
    - Raczej zdradzasz mnie z nim - powiedział oschle.
    - Nie zdradzam cię - zaprzeczyłam od razu, czując jak przez moje ciało przechodzi nieprzyjemny dreszcz.
    - Nieważne. Mów dalej.
    Westchnęłam cicho, bezradnie. Nie miałam już siły na humory rapera i na to, co działo się w moim życiu.
    - To znajomi Castro dorzucili mi czegoś do drinka w klubie. Nie wiedziałam, że oni go znają... Dlatego wyszło jak wyszło. Mieli mnie potem zawieźć do Timo, bo chciał w końcu się mną zabawić... Ale skończyło się, jak się skończyło... Wylądowałam w areszcie.   
    - Znowu uratowałem ci dupę - mruknął mężczyzna, a ja pokręciłam z niedowierzaniem głową.
    - To ty? Naprawdę ty wpakowałeś mnie na komendę?
    Odpowiedział mi ciszą.
    Odetchnęłam głęboko, powstrzymując łzy. Podeszłam do łóżka od drugiej strony i położyłam się na plecach. Byłam wykończona.
    - Pokłóciłaś się z nim? Dlatego przyjechałaś z Cali do mnie? - Miles nawet nie odwrócił się w moją stronę, kiedy zadawał mi pytanie. Wyciągnęłam dłoń, by dotknąć jego umięśnionych barków i poczułam jak momentalnie się spina. To nie był dobry znak... Nie powinnam działać na niego w taki sposób.
    - Był pijany... Wygadał mi wszystko, a potem stanął nade mną i zaczął rozpinać pasek od spodni. To było jednoznaczne... Ale odepchnęłam go, zabrałam Cali i uciekłam. Zabrałam mu samochód... - odpowiedziałam i w pokoju ponownie nastała cisza. Nie spuszczałam oczu z Milesa, który cały czas siedział plecami do mnie i wcale się nie ruszał. Wyglądał jak żywy posąg... Czemu tak długo nic nie mówił...?
    Czekałam aż się odwróci, zrobi cokolwiek i miałam wrażenie, że minęła co najmniej minuta, zanim w końcu się poruszył... Zdjął koszulkę, zgasił światło i położył się obok mnie.
    - Wrócimy do tego jutro - mruknął jedynie.
    On naprawdę zamierzał iść spać?
    Coś zdecydowanie było nie tak. Miles, którego znałam zareagowałby inaczej... Impulsywnie i gniewnie. Nie zlałby całej sprawy...
    - Wszystko gra...?
    - Wszystko byłoby spoko, gdybyś nie pojawiła się tu z następnymi problemami. Zawsze przyłazisz, gdy masz kłopoty - odparł, tym samym łamiąc mi serce.
    Jego słowa były jak szkło przecinające skórę. Ale... On nie mówił na poważnie. Chciałam w to wierzyć... Jego gesty mówiły co innego i słowa co innego... Był dla mnie czuły i delikatny, kiedy tu przyszłam... A teraz znowu coś mu się poprzestawiało... Na pewno robił to specjalnie. Prowokował mnie, ale mimo tego, że powinnam unieść się dumą i wstać, zabrać mu córkę i stąd wyjść, to... nie zrobiłam tego. Chciałam tu zostać... Chciałam być w miejscu, gdzie razem z Cali byłyśmy bezpieczne. I chciałam być w końcu z osobami, które kocham...

*

    Sam nie wiedział czemu to powiedział. Po wypowiedzeniu słów, zaraz zaczął żałować. Ale musiał rozładować złość... Kiedy usłyszał o tym, że Castro chciał dobrać się do jego dziewczyny... w jego środku po prostu zaczęło się gotować! Z ogromnym trudem powstrzymał się by nie wstać i nie wyjść z domu. Każda komórka jego ciała pragnęła raz na zawsze pozbyć się problemu, jakim był Timo, a później rozprawić się z ojcem Kimberly i każdym, kto jeszcze będzie na tyle głupi, by stawać mu i blondynce na drodze.
    Wiedział jednak, że Kim zaraz by się temu sprzeciwiła. Dlatego opanował nerwy i zgasił światło. Najzwyczajniej w świecie chciał uśpić dziewczynę, a później cicho wymknąć się z domu.
    Czekał na jakąkolwiek reakcję z jej strony, sądził, że zaraz będą się kłócić... Ale ona już nic nie powiedziała, wywołując u Milesa jeszcze większe wyrzuty sumienia.
    Cholera, nienawidził tego... Nienawidził faktu, że przez taką smarkulę, która leżała w jego łóżku, stał się taki miękki. Cały czas miewał chwile, kiedy żałował, że dopuścił ją do swojego życia i pozwolił sobie na uczucia względem niej... Ale czasu nie cofnie... Kimberly stopiła lód z jego serca i nie mógł już bez niej być. Nie chciał tego... Ta drobna dziewczyna urodziła dla niego dziecko... Dzięki niej miał córeczkę...
    Odetchnął głęboko, kiedy poczuł, jak blondynka odwraca się na bok, plecami do niego. Nie słuchając upartego rozumu, który podpowiadał mu, by zrobił tak samo, Mike odwrócił się na bok, ale w taki sposób, że przyległ swoim ciałem do miękkiego ciała dziewczyny. Oplótł ją swym ramieniem. Śmiało wsunął dłoń pod koszulkę Kim i ułożył ją na podbrzuszu. Nie mylił się... Nie miała bielizny. Pod palcami czuł jedynie gładką i miękką skórę.
    Kim poruszyła się nagle i poczuł, jak dociska pośladki do jego lędźwi. Szybko też zauważył, że oddech jego towarzyszki się zmienił.
    Nie rozumiał jej reakcji... Przecież był dla niej niemiły, oschły... A ona teraz dawała mu przyzwolenie na to, by ją dotykał...
    Tym chciała udowodnić mu, że zdecydowała się z nim zostać... Tak, jakby chciała powiedzieć mową ciała, by Miles zrobił wszystko, by nie musiała już wracać do Castro. Dobrze wiedział, że nie przeszłyby jej przez gardło prośby o to, by raper zrobił cokolwiek złego temu zasranemu czarnuchowi. Ale chciała tego... Chciała.
    A on chciał i potrzebował jej.
    Zapominając na chwilę o ich nieprzyjemnej rozmowie, która przed chwilą miała miejsce, zaczął błądzić wargami po szyi Kimberly. W tamtym momencie czuł się jak małe dziecko, które zaraz odpakuje swój świąteczny prezent... Cholernie jej pragnął. Zbyt długo na to czekał.
    Śmiało przesunął dłoń na jedną z piersi dziewczyny i zacisnął na niej palce. Kciukiem pocierał o twardy, nabrzmiały sutek, wsłuchując się w ciche pomrukiwania towarzyszki. W głowie powoli zaczynało mu huczeć przez szybciej płynącą krew. Serce waliło jak oszalałe, gdy blondynka pozwoliła mu ściągnąć z siebie bluzkę.
    Teraz leżała naga, cała jego... Przykrył ją swoim ciałem, opierając dłonie po obu stronach jej głowy. Złączył ich usta w gorącym pocałunku. W pokoju było słychać jedynie ich ciężkie oddechy. Żałował tylko, że nie mógł w pełni jej widzieć, że było ciemno... Ale będzie miał okazję jeszcze nie raz. Był tego pewny.
    Warknął cicho, gdy drobna kobieca dłoń wsunęła się w jego koszykarskie spodenki, w których chodził po domu. Kim chwyciła pewnie jego twarde przyrodzenie, nie marnując ani chwili. Jej ruchy nie były tak nieśmiałe jak kiedyś... Widocznie musiała do tego dojrzeć.
    - Jesteś taki duży... - zaskomlała przy jego uchu. W jednej chwili oblała go fala gorąca. Odepchnął od siebie rękę ukochanej i oba jej nadgarstki przytrzymał nad jej głową. Nie mógł już dłużej wytrzymać.
    Jedno, mocne pchnięcie i myślał, że zwariuje. Słyszał jak Kim wstrzymuje oddech, by zaraz syknąć, być może, z bólu. Ale nie obchodziło go to. Była taka ciepła i mokra... Zapraszająca. Obiecywała spełnienie, za którym tak tęsknił.
    Odczekał jedynie chwilę, by dziewczyna unormowała oddech. Potem znów zaczął w nią wchodzić. Mocno, gwałtownie i szybko, jakby się bał, że zaraz mu zniknie, a wszystko okaże się snem. Był zaborczy i władczy, pragnąc samego siebie utwierdzić w przekonaniu, że Kimberly była jego własnością. Tylko jego... Nikt inny nie mógł jej mieć w taki sposób. Tylko on. Tylko on...

*

    Głośny jęk wydobył się z mojego gardła, kiedy Miles wszedł we mnie po raz pierwszy od tak długiego czasu.  Wcale nie był delikatny i czuły. To było jak żywy ogień ogarniający moje ciało. Bolało... Ale chciałam dać się sparzyć. Mogłam nawet spalić się w tym ogniu... Oddychałam głęboko, nie mając zamiaru przerywać. Czułam to, jak bardzo Miles mnie chciał. Jak bardzo tego potrzebował... To sprawiało, że chciałam płakać ze szczęścia. Bo tylko ja mogłam przynieść mu ukojenie... Wiedziałam, że tylko ze mną było mu naprawdę dobrze... Byłam dla niego zarazem trucizną i lekiem... On dla mnie był tym samym. Raniliśmy siebie nawzajem, ale nie potrafiliśmy być bez siebie szczęśliwi.
    Obejmując mężczyznę nogami wokół pasa, rozkoszowałam się każdym kolejnym pchnięciem, które wydawały mi się coraz to mocniejsze. Myślałam, że zaraz odpłynę... Byłam wilgotna od potu. Było mi gorąco...
    Nie musiałam czekać długo. Szybko poczułam, jak w moim podbrzuszu wybucha prawdziwa, dzika rozkosz. Kolejny głuchy, głośny jęk wydarł się z mojego gardła, ale Miles szybko zagłuszył to niedbałym pocałunkiem. Dreszcze przechodziły przez moje rozpalone ciało, cała drżałam. Prawie brakowało mi sił, kiedy gwiazdor nie przestawał się we mnie poruszać, dopóki sam nie doszedł.
    Wybuchł w moim środku. Zamknęłam oczy, rozkoszując się przyjemnym ciepłem. Raper schował twarz w zagłębieniu mojej szyi i wyrównywał oddech. Co chwila muskał moją skórę swoimi wargami, wywołując kolejne, przyjemne dreszczyki.
    Milczeliśmy przez dłuższy czas, dochodząc do siebie. Miles cały czas na mnie leżał, ale nie przeszkadzało mi to. Uwielbiałam jego ciepło, jego siłę... Uwielbiałam, kiedy nade mną dominował.
    - Nigdy nie pokocham kogoś bardziej, niż ciebie - szepnęłam cicho. Chciałam żeby mi wierzył... Był najważniejszym facetem w moim życiu.


*

    W jego głowie cały czas siedziały ostatnie słowa Kimberly, które od niej usłyszał, zanim dziewczyna zasnęła.
    Miles siedział teraz na krawędzi łóżka, ogarnięty i ubrany. Siedział i spoglądał na ukochaną. Wyglądała pięknie, naga, zaplątana jedynie w jego pościel. Jej włosy w nieładzie po tym, co robili... I ta miękka skóra, która zachęcała do dotyku. Nawet policzki miała jeszcze lekko zaróżowione.
    Odetchnął cicho i wstał, chowając pistolet za paskiem od spodni. Wiedział, że robił dobrze... Robił  to dla siebie. Robił to dla niej. I dla ich dzieci... 
    Po raz ostatni spojrzał na młodą, niczego nieświadomą dziewczynę. Nie miał zamiaru pozwolić na to, by ktoś ją mu zabrał. By ktoś się nią bawił. By ktoś jej rozkazywał i nakazywał. Tylko on mógł to wszystko robić... On mógł się z nią kłócić i on mógł się z nią godzić...
    Zgasił nocną lampkę, po czym skierował się do drzwi.
    Dzisiejszej nocy pośle jednego skurwiela do piekła. I był już na to gotowy.
____________________

Hej Wam!
Do końca zostało zaledwie kilka rozdziałów :) Uwielbiam tą historię, ale cieszę się, że się kończy, bo po prostu czuję, że się wypalam w tym opowiadaniu. Was też już pewnie połowa stąd odeszła, bo rzadko dodaję coś nowego.
Mam nadzieję, że rozdział jakoś w miarę ogarnięty. Prawdopodobnie niedługo będzie też nowy szablon, więc mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)

Kilka numerów, których ostatnio cały czas słucham :D Może coś komuś wpadnie w ucho.


niedziela, 14 września 2014

Rozdział 21.

Nigdy nie pomyślałabym, że kiedykolwiek trafię na komendę.
    No dobra... Może nie byłam aż taka święta i w sumie, to coś takiego mogło się wydarzyć. Ale cholera... Za narkotyki?!
    Tak naprawdę nie za bardzo pamiętałam co się stało. Nie pamiętałam już tego, co działo się w klubie i nie kojarzyłam momentu, kiedy przyjechała policja. Zaczęłam kontaktować, kiedy miałam robione testy na obecność narkotyków w swoim organizmie.
    Wynik mnie przeraził. Okazało się, że nie byłam czysta. Miałam totalny mętlik w głowie i z całych sił próbowałam przypomnieć sobie cokolwiek z tego, co działo się na imprezie. Ale ostatnie co zostało mi w pamięci, to to, jak piłam drinka przy barze.
    - Wypuśćcie mnie stąd. Chcę wracać do domu - powiedziałam po raz kolejny do jednego z policjantów, obejmując się ramionami. Byłam zmarznięta, spragniona i wykończona. Do tego, cholernie się bałam, że  o wszystkim dowie się Miles. O ile już nie wiedział...
    - Zostaniesz wypuszczona, kiedy do końca wytrzeźwiejesz. Będziesz musiała złożyć jeszcze zeznania - odpowiedział funkcjonariusz.
    - Jakie zeznania...? Nic przecież nie pamiętam... - bąknęłam zdołowana, osuwając się po ścianie na podłogę.
    To był jakiś koszmar... Czy ktokolwiek wiedział, że tu trafiłam...? Adam, Sean...? CeCe...?Potrzebowałam pomocy...
    Przełknęłam łzy i zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć i obudzić się gdziekolwiek indziej, byleby nie tu...

*

    Była ósma rano, a Miles po całej nocy spędzonej w klubie nie zmrużył nawet oka. Nie mógł, bo CeCe i Jason nie dawali mu spokoju. Na zmianę do niego wydzwaniali, więc postanowił wyłączyć telefon. Jednak to nie okazało się skuteczne, bo para pojawiła się u niego pół godziny później. Wparowali do jego domu oczywiście tak, jak zawsze. Jakby wchodzili do siebie.
    - Siema - rzucił Jay, a raper uniósł lekko brwi. Te z pozoru luźne powitanie było tylko grą. - Hej Susan - dodał jeszcze Lamar, kiedy matka gwiazdora zeszła po schodach.
    - Miles, błagam, wyciągnij ją z tego aresztu - CeCe nie zamierzała tracić czasu na zbędne pogawędki.
    - Kto jest w areszcie?
    Alexander westchnął ciężko i przetarł twarz dłonią, po czym zwrócił wzrok ku matce.
    - Kimberly jest na komendzie.
    - Jak to? Co się stało? - starsza kobieta od razu podeszła do towarzystwa, a wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił. Miles dostrzegł w oczach matki zmartwienie i nie podobało mu się to. Jego rodzicielka w życiu miała zbyt wiele zmartwień i zbyt wiele czasu poświęciła dla innych. Miles chciał żeby Susan zajęła się teraz sobą i była po prostu szczęśliwa i spokojna.
    - Nic... Mamo, nie przejmuj się. Nad wszystkim panuję.
    - To ty ją tam wsadziłeś, Miles. Teraz ją wyciągnij! Już dosyć minęło czasu - CeCe znowu zabrała głos.
    - Co znaczą słowa, że ty ją tam wsadziłeś? - Susan wlepiła w syna twarde spojrzenie, wyczekując odpowiedzi.
    Miles skrzywił się pod nosem i wzruszył ramionami.
    - Ej, uspokójmy się wszyscy... - Jason spróbował opanować sytuację. - Nic jej się tam nie stanie. Miles może nie musiał od razu wzywać ochrony, ale ona naprawdę przegięła.
    - Coś musiało się stać, że tak wyszło, Jay. Przestań stawać po jego stronie!
    - Wytłumacz mi, dziecko, o co w tym wszystkim chodzi - poprosiła Susan.
    - Proszę pani, nie ma na to czasu. Miles musi najpierw pojechać z nami na komendę i wyciągnąć Kim. My nie możemy tego zrobić. Nie chcą przyjąć od nas kaucji - blondynka spojrzała znowu na rapera i zmrużyła gniewnie oczy. - Na pewno miałeś z tym coś wspólnego.
    - Z czym miałem coś wspólnego?
    - Z tym, że nie chcą wziąć od nas kasy! - fuknęła CeCe, zaciskając dłonie w pięści. Powoli traciła cierpliwość, ale Miles pozostał niewzruszony.
    - Jakiej kasy? - zapytał i nie umknęło mu uwadze, jak Jason po jego słowach wywraca oczami i kręci głową.
    - Nie zaczynaj stary - mruknął, chowając ręce do kieszeni.
    - Czego mam nie zaczynać?
    To mogło trwać w nieskończoność, aż w końcu para przyjaciół dałaby mu święty spokój. Miles naprawdę mógł to ciągnąć choćby i do wieczora. Nie zachowywał się tak po raz pierwszy i wiedział, że każdego zawsze doprowadzał tym do szału.
    Ale jego matka położyła dłoń na jego ramieniu i popatrzyła mu w oczy, przerywając całą tą dziecinadę.
    - Pojedź po nią, Miles. Ona jest młoda. Przypomnij sobie ile razy ty siedziałeś w zamknięciu. Jak się wtedy czułeś...? Naprawdę chcesz fundować Kim takie wspomnienia...?
    Skrzywił się pod nosem i spuścił na chwilę głowę. Może Susan miała rację...    
    - Ale ona wzięła jakieś gówno... Ledwo szła na nogach, kiedy ją wyprowadzali - burknął. Teraz jego dwie strony - ta, która kochała dziewczynę i nie chciała jej krzywdzić, oraz ta zawistna, która zawsze chciała i dokonywała zemsty na osobach, które go raniły - walczyły ze sobą.
    - To jest kwestia do wyjaśnienia. Nie wierzę, że ona tak po prostu się naćpała - powiedziała CeCe, a jej ton głosu był nieco spokojniejszy.
    Miles milczał przez chwilę, zastanawiając się, jak powinien postąpić. Ale potem znowu popatrzył na ukochaną mamę i decyzja była już oczywista.
    - Pojadę po nią tylko dlatego, że ty mnie o to prosisz - oznajmił kobiecie, jak i dwójce znajomych, po czym wstał z kanapy i skierował się do wyjścia.

*

    Gapiłam się w ścianę przed sobą i drżałam z zimna, nasłuchując kroków. Ktoś tu szedł, ale funkcjonariusze kręcili się co chwila, więc nie zwróciłam na to uwagi. Jednak szybko dotarło do mnie, że ktoś zatrzymał się przed moją celą i właśnie ją otwiera. Zerwałam się z podłogi i zakręciło mi się w głowie. Zamknęłam na chwilę oczy.
    - Masz farta, mała. Wychodzisz - mruknął policjant. Na początku myślałam, że żartuje.
    - Jak to wychodzę? - wydukałam, przysuwając dłoń do czoła. Naprawdę kiepsko się czułam.
    - Ktoś wpłacił za ciebie kaucję. Całkiem wysoką - burknął, popędzając mnie kiwnięciem głowy.
    Bez zastanowienia ruszyłam się z miejsca, pragnąc już opuścić posterunek. Zastanawiałam się, kto wpłacił za mnie kasę. Kto się dowiedział...? Stawiałam na Adama.
    Ale bardzo się pomyliłam.
    Dosłownie mnie sparaliżowało, kiedy zobaczyłam Milesa stojącego przy drzwiach. Zatrzymałam się w pół kroku, wlepiając wzrok w jego, niewyrażającą żadnych emocji, twarz. Jdynie po mocno zaciśniętej szczęce poznałam, że jest na mnie zły.
    Moje serce biło ze zdwojoną siłą i poczułam gorzki smak w ustach. Myślałam, że zaraz zwymiotuję.
    - Pospiesz się. Jeszcze nie spałem - powiedział oschle i po prostu odwrócił się, wychodząc z posterunku.
    Niepewnie odwróciłam na chwilę głowę, by popatrzeć na policjanta, który mnie odprowadzał, aż w końcu ruszyłam szybko za raperem. Nawet nie podpisałam żadnych papierów.
    Niemal się rozpłynęłam, kiedy moją twarz oświetliły ciepłe promienie słońca...
    - Poczekaj! - krzyknęłam za mężczyzną, podbiegając do jego range rovera. - Miles...
    - Zamknij się, ty... - urwał i zacisnął dłonie w pięści, spluwając na chodnik.
    Cholera... On był wściekły.
    - Ale...
    - Nie chce mi się z tobą gadać. Nie chce mi się nawet na ciebie patrzeć. Wyglądasz jak tania szmata, którą zresztą wczoraj byłaś - warknął, trzaskając mocno drzwiami od samochodu. Ja też zdążyłam już wsiąść, ale kiedy słuchałam, co gwiazdor o mnie mówił... Miałam ochotę dać mu w twarz i wysiąść. Jak on mógł...?
    Odpalił silnik, a ja wlepiłam wzrok w swoje odsłonięte kolana i potarłam zmarznięte ramiona. Miles to zauważył i specjalnie jeszcze włączył klimatyzację. Buchnęło we mnie zimne powietrze, więc przynajmniej zasłoniłam wywietrzniki od swojej strony i spojrzałam na niego gniewnie.
    - Nie musisz być, do cholery, złośliwy - syknęłam, jeszcze bardziej wciskając się w fotel.
    - Kurwa, może mam cię jeszcze pogłaskać po główce za to, że puszczasz się z jakimiś gówniarzami?
    Przełknęłam ślinę, gapiąc się teraz na palce mężczyzny, mocno ściskające kierownicę. Przez chwilę milczałam, nie odrywając od nich wzroku.
    - Z nikim się nie puszczam - szepnęłam w końcu i wypuściłam głośno powietrze z ust.
    - Jesteś pewna?
    - Tak - odpowiedziałam spokojnie, ignorując głos w mojej głowie, który nabijał się ze mnie, że przecież nic z wczoraj nie pamiętałam i tak naprawdę, mogło wydarzyć się wszystko.
    - Ty naprawdę jesteś taką idiotką, Kim? Wczoraj byłaś w takim stanie, że każdy mógłby zrobić z tobą, co by tylko chciał! Uratowałem cię! - krzyknął, uderzając pięścią w środek kierownicy. Aż podskoczyłam, a mój oddech od razu nerwowo przyspieszył. - Zgwałciliby cię. Każdy z nich. Dociera to do ciebie?
    Chciałam powiedzieć, żę Miles przesadzał... Ale przeanalizowałam jego słowa jeszcze raz i co innego przykuło moją uwagę.
    - Jak to mnie uratowałeś?
    - Przestań, do cholery.
    - Miles, ja naprawdę nic nie pamiętam! - zirytowałam się, wyrzucając do góry ręce. - Ostatnie co kojarzę, to to jak wyszłam po tobie z łazienki i piłam drinka przy barze.
    Posłał w moją stronę kpiące spojrzenie, co oznaczało, że mi nie wierzył.
    - Przyznaj się lepiej, że po prostu wciągnęłaś kreskę czy dwie. Jak jest? Chciałaś spróbować, co? Zostawiłem cię, więc chciałaś zabawić się inaczej... A może wzięłaś jakieś prochy?
    - Nie. Wcale nie.
    - Jesteś obrzydliwa.
    - Miles, skończ już. Nigdy nie zrobiłabym ci czegoś takiego - powiedziałam ze zrezygnowaniem.
    - Pewnie. Bo ty jesteś taka święta i tak bardzo mnie kochasz. Kim, zostawiasz nasze dziecko z tym sukinsynem i bawisz się w klubach! Czemu on siedzi z Cali cały czas, a ja ledwo co ją znam?! - uniósł się znowu. Co chwila przenosząc wzrok z drogi na mnie.
    - To twoja wina. To ty chciałeś udawać, że nic nas nie łączy... To ty narobiłeś sobie wrogów. Przez ciebie muszę udawać. I kłamać Timo, że nie dostaję pieniędzy, bo szef ma problemy i spóźnia się z wypłatą.
    - To twój ojciec wszystko zaplanował. Wszystko sprowadza się do ciebie - warknął, skręcając w jedną z uliczek. Wtedy zauważyłam, że dojeżdżamy do domu Timo.
    - Zawieź mnie do siebie.
    - Nie. Wrócisz do mojej córki i będziesz dla niej najlepszą matką na świecie, a nie jakąś małą uzależnioną dziwką z klubu.
    Zacisnęłam mocno zęby, kiedy po raz kolejny mnie obraził.
    - Na pewno jestem lepszą matką niż ty ojcem. Co za ojciec zostawia własne dzieci same aż na cztery lata? - burknęłam, uderzając w jeden z jego niewielu słabych punktów. Chociaż czułam, że to był cios poniżej pasa...
    Samochód zahamował mocno i gwałtownie. Poleciałam do przodu, a że nie zapięłam pasów, niemal nie wleciałam na szybę.
    - Co robisz?!
    - Spieprzaj.
    Ton głosu Milesa dosłownie mnie zmroził. Wywołał ciarki na plecach. Sprawił, że nie mogłam się poruszyć i po prostu gapiłam się na napięte mięśnie rapera.
    - Co? Prawda w oczy kole? - w końcu rzuciłam bojowo, poprawiając się na fotelu.
    - Zastanów się, co gadasz gówniaro. Przypomnij sobie dla kogo zniknąłem, a potem przyjdź mnie przeprosić. Może będziesz miała farta i ci odpuszczę - odparł, pochylając się nad moimi kolanami i otwierając drzwi od mojej strony. - A teraz spierdalaj, Kim. Wracaj do swojego kochasia i zajmij się naszym dzieckiem.
    Zacisnęłam wargi i wysiliłam się, by nic więcej już nie mówić. Po prostu wyskoczyłam z samochodu i trzasnęłam z całej siły drzwiami. Miles od razu odjechał z piskiem opon.
    Odetchnęłam głęboko, kiedy znowu zbierało mi się na płacz. Może on miał rację...? Nie byłam ostatnio wzorową mamą...
    Przeszłam kilkanaście metrów, bo Miles zatrzymał się kilka domów wcześniej od tego, w którym mieszkałam. Otworzyłam drzwi i pierwsze co, skierowałam się do łazienki na dole. Timo i Cali chyba jeszcze spali, bo panowała cisza.
    Wzięłam prysznic, przebrałam się w za dużą na mnie koszulkę do spania i jeszcze napiłam się wody. Potem skierowałam się na górę i zajrzałam do Cali. Miałam rację - spała. Westchnęłam cicho i weszłam do środka, poprawiając jej kołderkę, którą była przykryta. Wlepiłam wzrok w jej słodką, śliczną twarz. Była taka podobna do Milesa... A tym czasem Timo zachowywał się jak jej ojciec. To naprawdę nie było w porządku. Nie chciałam tak dłużej żyć. Ale co miałam zrobić...? Byłam zbyt słaba. Przecież nie przeskoczę całej tej wojny między Milesem a facetem, który twierdzi, że jest moim ojcem... Chociaż po części czułam się za to odpowiedzialna. Jakby nie było, chodziło tu o mnie. I nieważne, co bym zrobiła, to i tak nie pomoże.
    Z żalem w sercu wyszłam z pokoju swojej córeczki i na palcach weszłam do sypialni Timo. Pierwsze co zobaczyłam to pusta butelka po alkoholu, leżąca przy łóżku. To się ostatnio zdażało zbyt często. Chyba już trzeci raz złapałam Castro na piciu. Miałabym to gdzieś, ale on zajmował się przecież małą dziewczynką. Już raz się z nim o to pokłóciłam. Gdyby Miles wiedział o tej sytuacji, bez dwóch zdań zabrałby nasze dziecko do swojego domu...
    Zacisnęłam szczękę i podeszłam do łóżka. Nogą przesunęłam puste szkło i nachyliłam się nad Timo. Szarpnęłam lekko za jego koszulę.
    - Timo... Słyszysz mnie? Obudź się - mówiłam. Mimo to próby obudzenia go szły na marne. Przeklęłam pod nosem. Miałam ochotę rzucić tą głupią butelką o ścianę, ale Cali na pewno by się wtedy obudziła. Jednak nie zamierzałam po raz kolejny kłaść się do łóżka tego faceta i pozwalać mu się do mnie przytulać. Miałam już tego dosyć. Odkąd Miles na nowo pojawił się w moim życiu, bycie z Timo tak cholernie męczyło mnie psychicznie...
    Postanowiłam położyć się w salonie na kanapie. Zeszłam z powrotem na dół i wzięłam koc. Padałam z nóg, więc kiedy tylko wygodnie się ułożyłam, nie wiem nawet kiedy odpłynęłam.

*

    Usłyszałam głośne beknięcie, potem wiązankę przekleństw, a na koniec głośny dźwięk otwieranej puszki. Podniosłam ciężkie powieki i zamrugałam kilkakrotnie, próbując przyzwyczaić swój wzrok do światła, które rzucała zapalona lampa.
    - O, w końcu. Moja kochana, wierna dziewczyna się budzi - głos Timo dotarł do moich uszu. Podniosłam się na łóżku i zobaczyłam go, kręcącego się w tą i z powrotem po salonie.
    - Skończ w końcu te picie. Wpadłeś w jakiś ciąg - bąknęłam, ziewając. Zauważyłam, że za oknem było już ciemno. Musiał być już wieczór. - Gdzie Cali?
    Timo prychnął śmiechem i lekko zagniótł puszkę, w której na pewno miał jeszcze piwo. Przechylił ją do ust i opróżnił do końca, bo potem rzucił aluminium na podłogę.
    - Jak było w pracy, co suko?
    Zmarszczyłam lekko czoło i niemal natychmiast się rozbudziłam. Usiadłam prosto, nie spuszczając wzroku z mojego towarzysza. Coś było nie tak... Jak mnie wcześniej nazwał? Wierna dziewczyna...?
    - Tak jak zawsze - odpowiedziałam spokojnie, ignorując jego obelgi. Nie chciałam awantury. Nie chciałam też żeby stał się agresywny... Widać, coś mu odbijało.
    - Tak jak zawsze? Mam rozumieć, że zawsze pieprzysz się z tym swoim raperem? A może zawsze lądujesz na psach?
    Ja pierdziele... Cholera!
    Olałam to, że dosłownie każdy miał mnie za jakąś puszczalską zdzirę i pokręciłam lekko głową, by jakoś wybronić się z tej sytuacji.
    - Nie mam pojęcia o czym mówisz. Jak zwykle się upijesz, a potem wymyślasz głupoty i wszystko odbija się na mnie - powiedziałam, siląc się na to, by mój głos zabrzmiał pewnie i jednocześnie oschle.
    Timo znowu się roześmiał i dosłownie w kilka sekund górował nade mną. Stał przed kanapą, na której cały czas siedziałam i patrzył na mnie z góry. Obleciał mnie strach.
    - Jesteś największą idiotką, jaką znam, wiesz o tym? - mruknął i przesunął opuszkami palców po moim policzku. Kiedy chciałam się odsunąć, zacisnął palce na mojej brodzie i nie pozwolił mi na to. - Zapomniałaś chyba, że znam naprawdę wielu ludzi. Byłem cierpliwy... Wiesz, myślałem, że pocieszysz się chwile, że ten frajer wrócił i ci przejdzie. Ale, cholera... To już trwa tak długo, Kim... Za długo. Nie mogę już słuchać, kiedy za każdym razem ktoś mi mówi, że cię z nim widział. A ja? Przez te cztery lata nie dałaś mi nawet raz. Trzeba to nadrobić.
    Rozchyliłam w szoku wargi i gapiłam się na pijanego Castro szeroko otwartymi oczami. Wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy, że on o wszystkim wiedział!
    Stojąc tak przede mną, zaczął rozpinać pasek od spodni, a mi momentalnie zebrało się na wymioty.
    - Jesteś nienormalny - warknęłam, chociaż wręcz drżałam ze strachu. Chciałam wstać i go minąć, ale przytrzymał mnie za ramiona.
    - Wiedziałem, że tak będzie... Z tymi prochami byłoby o wiele łatwiej - rzucił nerwowo.
    - Z jakimi... Boże, to ty?! Ty mnie naćpałeś?! - krzyknęłam z niedowierzaniem. Jak on mógł coś takiego zrobić?!
    - Pewnie, kurwa. Cztery lata trzymam cię u siebie w domu, a ty nie okazujesz żadnej wdzięczności. A jesteś tak naiwna i głupia, że nie wiedziałaś nawet kiedy mój znajomy dorzucił ci do drinka coś gratis - uśmiechnął się obrzydliwie, ale z tego uśmiechu zrobił się zaraz grymas. - Tyle tylko, że moi chłopcy nie zdążyli cię do mnie dostarczyć. Ten twój kochaś polazł po ochronę i w końcu trafiłaś z nimi na komendę - prychnął z kpiną. - Nawet nie siliłem się żeby cię stamtąd wyciągać. Wiedziałem, że wszechmogący Miles o ciebie zadba.    
    Jezu... To Miles wpakował mnie do aresztu?!
    Tego wszystkiego było za dużo...
    - Wróćmy do rzeczy. Bądź lepiej grzeczna, bo zrobię się nie przyjemny - ostrzegł i znowu zaczął majstrować przy swoich spodniach.
    Nie czekałam na nic. Kopnęłam go w kolano i zerwałam się z kanapy. Timo upadł na podłogę i przeklinając głośno, zdążył złapać mnie za kostkę, kiedy usiłowałam uciec. Z piskiem się przewróciłam i kopałam na oślep, z całych sił starając się wyrwać z jego uścisku.
    - Ty mała suko! - ryknął, kiedy chwyciłam za pierwsze lepsze co wpadło w moje ręce i rzuciłam w jego stronę. Okazało się, że trafiłam go pilotem od telewizora w twarz. I to był moment, kiedy na nowo rzuciłam się do biegu. Cali już stała na dole schodów i płakała, zdezorientowana i wystraszona widokiem, który zastała. Porwałam ją na ręce i wybiegając z domu, chwyciłam jeszcze tylko swoje buty w dłoń i kluczyki od samochodu, które leżały na komodzie przy drzwiach.
    - Nie płacz, kochanie. Jedziemy do tatusia - mówiłam gorączkowo, a mój głos drżał, kiedy sadzałam córkę na tylnym siedzeniu. Potem szybko wskoczyłam za kierownicę i nerwowo wsadziłam kluczyki do stacyjki.  W momencie, kiedy odpaliłam silnik, Timo już był przed domem i krzyczał do mnie jakieś przekleństwa. Kulał. Ale zostawiłam go daleko w tyle, gdy tylko wyjechałam na ulicę. Szlochając cicho, co chwila spoglądałam we wsteczne lusterko, widząc coraz bardziej oddalającą się sylwetkę Castro.

*

    Miles siedział rozłożony na kanapie w salonie i przerzucał kanały w telewizorze. Był w domu tylko z Jake'em, ale chłopiec już dawno spał.
    Dobrze było móc spędzić chociaż jeden wieczór na takim nic nie robieniu, nawet jeżeli myśli rapera cały czas krążyły wokół blondynki. Alexander potrzebował odpoczynku i regeneracji po tym wszystkim, co działo się ostatnio...
    W dłoni obracał swój telefon, bo mimo wszystko, cholernie korciło go do tego, by napisać wiadomość do Kimberly. Minął cały dzień, odkąd ją widział i po tych kilkunastu godzinach miał wrażenie, że może rzeczywiście za ostro ją potraktował. Naprawdę chciał jej wierzyć, że niczym się nie naćpała sama... Ale z drugiej strony budziła się w nim złość na dziewczynę, bo była taka naiwna i nieostrożna. Przecież takie rzeczy nie przytrafiały jej się po raz pierwszy... Czemu nie uważała? Co by się z nią stało, gdyby Milesa nie było wtedy w klubie...?
    Jego rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Westchnął ciężko, nie mając ochoty choćby ruszyć palcem, by otworzyć. Ale ten dźwięk nie ustawał, co zaczynało być denerwujące.
    Ociągając się, podniósł się z kanapy i poszedł otworzyć. Dopiero wtedy zobaczył, że drzwi były zamknięte na zamek. Nie przypominał sobie momentu, kiedy je zablokował, ale rozumiał już, czemu ktoś tu się tak dobijał. Zakładał, że to Jason, który nie wziął ze sobą kluczy.
    Ale kiedy Miles otworzył, zobaczył zupełnie inny obrazek.
    Kimberly stała w progu, trzymając Cali na rękach. Na obu ich twarzach były ślady po świeżych łzach. Na dodatek Kim była w samej koszulce i adidasach, a Cali w piżamce...
    - Przepraszam... Nie zdążyłam wziąć kluczy, ani naszych rzeczy... - powiedziała Kimberly, nim zupełnie się rozpłakała.
____________________

Hej wszystkim!
Wiem, że rozdziały teraz nie pojawiają się dosyć często, a jak już są to jakość jest naprawdę mocno średnia... Niestety, do końca opowiadania nic lepszego nie będzie. Czuję, że wyszłam z wprawy w pisaniu i nie mam nawet kiedy tego nadrobić, bo brakuje mi czasu. Teraz przez sześć dni byłam w swoim rodzinnym mieście, ale tylko dlatego tak długo, bo dostałam zapalenia oka i okazało się, że coś mam z kolanem -.- Jutro już odjeżdżam, a jeszcze przed tym, czeka mnie lekarz i kilka innych spraw do załatwienia... 
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem. Cieszę się, że ktokolwiek jeszcze tu ze mną został, chociaż liczyłam, że liczba tych osóbek będzie trochę większa.

A teraz coś fajnego, czego pewnie jeszcze nie widziałyście :D


Teledysk bardzo mi się podoba. Szczególnie moment, kiedy Game zabawia się z dupami, a tam wbija ta jedna z pistoletem w dłoni xD On wtedy tak słodko i zabawnie się do niej uśmiecha hah xD Długo nie mogłam doczekać się tego teledysku :)


 No czy on nie jest boski? Ja naprawdę się martwię, że w końcu zaślinię całego laptopa przez tego faceta xD


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 20.

    Minęło kilka dłużących się dni, odkąd Miles widział Kimberly po raz ostatni. Tej nocy, kiedy u niego została, musiała z samego rana wyślizgnąć się z jego łóżka, bo gdy wybudził się ze snu, był już sam. To go nawet zaskoczyło... Widocznie już tak bardzo przyzwyczaił się do obecności tej dziewczyny, że w jej towarzystwie nie był na bezustannym czuwaniu. To znaczyło, że zaufał jej w pełni..
    Dziś wieczorem raper chciał się wyluzować. Musiał się zabawić po wyczerpującej konferencji, na którą w końcu namówił go Jay. Opowiadanie bajeczek na temat tego, gdzie był przez ostatnie lata i odpowiadanie na pytania związane z Bekky było dla mężczyzny wyczerpujące psychicznie. Potrzebował teraz jakoś odreagować.
    - Chcesz zostać dziś z babcią, czy zadzwonić po Sophie? - zapytał swojego syna, który siedział od rana w pokoju. Jake zszedł tylko na śniadanie i burczał coś pod nosem za każdym razem, kiedy jego ojciec się do niego zwracał. Chłopiec cały czas miał mu za złe śmierć matki.
    - Chcę żeby Kim do mnie przyjechała - odpowiedział, nawet nie patrząc na Milesa. Siedział nad kartką papieru i zawzięcie coś na niej rysował. Jakby to pomagało mu znieść jakoś rzeczywistość.
    Miles podszedł bliżej i nachylił się nad chłopcem, by sprawdzić, jaki obrazek krył się na białym tle. Zobaczył na nim kilka postaci. Dostrzegł też, że talent Jake'a do rysowania z wiekiem coraz bardziej się rozwijał, ale w tamtej chwili to nie było takie ważne...
    - Kto to?
    - Ja, mama, babcia i Kim - mruknął Jake.
    - A co ze mną?
    Odpowiedziała mu cisza. Raper myślał, że zaraz pęknie mu serce. Wstrzymując oddech, kucnął przy synu i objął go ramieniem.
    - Nie miałem wpływu na to, co stało się z twoją mamą, Jake... Nie wiedziałem, że tak szybko pójdzie do nieba. Nikt tego nie wiedział i wszystkim jest bardzo smutno z tego powodu... Nie chcę żebyś się na mnie gniewał, wiesz? Bardzo cię kocham i przysięgam ci na wszystko, że ja nie opuszczę cię tak szybko. A twoja mama cały czas jest z tobą... Patrzy na ciebie z góry i czuwa nad tobą. Nad nami...
    Dziesięciolatek cały czas milczał, ale jego ojciec widział, jak do oczu chłopca napływają łzy.
    Jake w końcu pękł.
    Szlochając głośno wtulił się w ciało Milesa, który wtedy usiadł na podłodze i objął ciaśniej swoje dziecko. Przełykając łzy, zaczął uspokajać malucha, żałując, że nie może przejąć tego całego bólu na siebie.
    Nie wiedział ile czasu tak spędzili. Jake w końcu zaczął się uspokajać, aż Miles zorientował się, że chłopiec zasnął.
    Odetchnął cicho i przeniósł go na łóżko. Przyglądał mu się przez chwilę, nie mogąc się nadziwić, że jego syn był już taki duży... Pochylił się i pocałował go w czoło, po czym wyszedł z pokoju. Wyciągnął telefon i zadzwonił do mamy.
    Potem miał już całą noc dla siebie.

*

    Byłam w dupie. Naprawdę, nie wiem po co niemal codziennie przyłaziłam do tego klubu. Mogłam przecież chodzić do Milesa i...
    Nie.
    Westchnęłam cicho i zamknęłam na chwilę oczy. Ta noc, którą spędziliśmy razem kilka dni temu wcale nie znaczyła, że między nami jest wszystko w porządku. Wiedziałam o tym i on na pewno też.
    Zamówiłam trzeciego drinka i wypiłam go niemal na raz. Dopiero wtedy zaszumiało mi w głowie i naprawdę poczułam, że mam alkohol we krwi. Poruszając się w rytm muzyki, skierowałam się do łazienki. Do łazienki, z której korzystałam, kiedy jeszcze tu pracowałam. Dalej do niej chodziłam, bo najzwyczajniej w świecie była czystsza, a chyba nawet nikt nie zauważył, że cały czas szlajałam się po miejscach w klubie przeznaczonych wyłącznie dla jego pracowników.
Przeszłam przez korytarz wsłuchując się w stukanie moich obcasów i podśpiewując sobie pod nosem piosenkę, która akurat została puszczona.
    Pchnęłam drzwi od toalety i nagle stało się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam.
    Ktoś przystawił mi dłoń do ust i pchnął mnie swoim ciałem do środka. Próbowałam krzyczeć, ale na nic. Mężczyzna - jak wywnioskowałam po sile - wepchnął mnie do jednej z kabin i dopiero wtedy puścił mnie i pozwolił mi się odwrócić.
    - O mój Boże! Zabiję cię! - krzyknęłam, widząc przed sobą Milesa.

*

    Uśmiechając się pod nosem, zasuwą zablokował drzwi od kabiny i ponownie skierował wzrok na blondynkę.
    - Życzę powodzenia - mruknął na słowa dziewczyny i spojrzeniem zlustrował jej ciało od góry do dołu. Kimberly w krótkiej białej sukience opinającej jej idealne ciało i uwydatniającej wszystkie atuty, wyglądała naprawdę pociągająco.
    - Czy ty mnie śledzisz? - zapytała, krzyżując ramiona na piersiach.
    Raper znowu się uśmiechnął i chwycił jedną dłoń Kim, by zabrała ją ze swojego biustu. Drugą automatycznie opuściła na dół i pozwoliła mu się objąć w pasie.
    - Po prostu mam na ciebie oko - zamruczał, pochylając się i delikatnie muskając jej szyję swoimi ciepłymi wargami. Zadrżała i poczuł to naprawdę wyraźnie. Uwielbiał, kiedy dziewczyna tak na niego reagowała.
    - Co robisz...? Piłeś... - wymamrotała, odchylając lekko głowę, by dać mu lepszy dostęp.
    - Ty też - odparł, koniuszkiem języka przesuwając po nagim obojczyku Kim. Zsunął dłonie na jej pośladki i jeszcze bardziej na nią naparł, dociskając do ściany. Zrobiło mu się gorąco, gdy z ust blondynki wydobył się pierwszy rozkoszny jęk. - Tęskniłaś za tym? - szepnął, zanim ją pocałował.
    Ich języki od razu odnalazły wspólny rytm i raper miał wrażenie, że serca również. Mimo alkoholu, który zdążył już wypić, nie chciał jedynie zaliczyć Kim. Cały czas czuł do niej to, do czego przez długi czas nie chciał się przyznawać. Tęsknił za nią i chociaż wiedział, że to nie powinno tak wyglądać, to teraz miał to gdzieś.
    Ścisnął jej pośladek, a ona znowu jęknęła w jego wargi. Zaśmiał się cicho, znowu schodząc pocałunkami na szyję i dekolt. Jedna z jego dłoni zaczęła podsuwać krótką sukienkę do góry.
    - Miles... Poczekaj... - Kim szepnęła nagle, ale on jakby w ogóle tego nie usłyszał. Przecież czuł, że było jej dobrze, i że tego chciała.
    Wsunął rękę między uda ukochanej i przesunął palcami po już wilgotnym, cienkim materiale koronkowej bielizny. Dziewczyna sapnęła głośno, mamrocząc pod nosem, że zaraz zwariuje. Jednak po chwili zacisnęła palce na dłoni mężczyzny i odsunęła ją od siebie.
    Nie walczył z nią. Nigdy nie zrobiłby jej czegoś takiego. Jednak nie potrafił ukryć irytacji.
    - Co ci, do cholery, nie pasuje? - rzucił ostro.
    Kimberly szybko poprawiła sukienkę i przeczesała palcami włosy.
    - Nie mogę zajść znowu w ciążę - powiedziała cicho, nie patrząc na niego.
    Zacisnął szczękę, przez chwilę analizując słowa swojej towarzyszki.
    - To kurwa, klękaj - burknął w końcu, tylko po to, by rozładować jakoś swoją złość.
    - Nie traktuj mnie tak - usłyszał w odpowiedzi i zobaczył, jak Kim wysoko unosi głowę, znowu krzyżując ramiona na piersiach.
    Pokręcił z niedowierzaniem głową i skrzywił się pod nosem.
    - Nie chcesz mieć już ze mną dzieci? - zapytał spokojniej.
    Kim przyglądała mu się przez chwilę z widocznym zmieszaniem na twarzy.
    - Jesteś jedynym mężczyzną, z którym chcę mieć dzieci... - przyznała w końcu, chwytając jego dłoń. - Ale nie jesteśmy nawet parą. Nie chcę znowu zostać ze wszystkim sama...
    - Nie zostaniesz.
    Uśmiechnęła się blado i stanęła na placach, by delikatnie pocałować usta Milesa.
    - Wierzę ci.
    - Więc mi się nie stawiaj - odparł, jak naburmuszone dziecko.
    O dziwo, blondynka zachichotała słodko i przysunęła się do niego jeszcze bliżej.
    - Jeżeli masz jakiś problem, to z chęcią ci pomogę. Ale po swojemu - szepnęła, a raper poczuł, jak damska dłoń sunie się w górę jego uda. Cofnął się o krok i pokręcił głową.
    - Mam problem z tobą. Nigdy nie byłaś taka ostrożna, kiedy rozkładałaś przede mną nogi. Co się teraz zmieniło? - zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi. Po prostu wyszedł z kabiny i kilka sekund później opuścił łazienkę, zostawiając blondynkę samą.

*

    Patrzyłam, jak Miles nadąsany wychodzi z łazienki i szczerze, to miałam ochotę pobiec za nim i zgodzić się na wszystko, czego chciał. Przecież ja chciałam tego samego. Boże, kiedy zaczął mnie dotykać, po prostu miękłam... Rozpływałam się i sama nie wiedziałam jakim cudem zdołałam to wszystko pohamować. Zwłaszcza, że piłam... Ale po prostu się bałam. Cały czas mieszkałam z Timo i gdybym nagle zaczęła wymiotować, zachowywać się inaczej... Przecież od razu by się zorientował, że go zdradzam. Zwłaszcza, że z nim nigdy nie sypiałam. A nie chciałam, by Milesowi coś się przez to stało... Oni cały czas prowadzili ze sobą tą głupią wojnę, nic jeszcze nie było rozwiązane. Czy on nie rozumiał, że musieliśmy uważać...?
    Wyszłam kilka minut po nim i zaczęłam szukać go wzrokiem wśród tłumów tańczących i bawiących się ludzi. Niestety na marne. Podeszłam więc do baru i zamówiłam kolejnego drinka. Barman, który mi go robił, próbował mnie jakoś zagadać, ale nie byłam zbyt chętna do rozmowy. Ignorując jego dziwny uśmieszek, odebrałam swoje zamówienie i odwracając się do chłopaka plecami, zaczęłam sączyć alkohol.

*

    Miles siedział w swojej loży i ze znudzeniem patrzył na jedną z tancerek, która z gracją poruszała się w rytm muzyki i posyłała mu znaczące spojrzenia. Zapewne kilka lat temu od razu by na to zareagował. Może naprawdę się starzał, skoro chciał się ustatkować i w głowie miał tylko jedną dziewczynę...
    - Stary, widziałeś Kim? - zapytał Jason, który właśnie przed chwilą zajął przy raperze miejsce.
    - Z godzinę temu. A co?
    - Chyba za dużo wypiła. Siedzi dwie loże dalej z jakimiś chłopakami. Zaczynają przeginać. Żeby nic jej nie zrobili - powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
    - Zaraz to ogarnę - mruknął od razu, czując jak złość i zazdrość mieszają się w nim, tworząc wybuchową mieszankę. Wstał z miejsca i ruszył przed siebie. Szybko odnalazł blondynkę. Zacisnął dłonie w pieści, widząc jak jakiś dzieciak pochyla się nad jej ramieniem. Na początku Miles myślał, że całuje jego dziewczynę, ale szybko się zorientował, że to co innego.
    On wciągał kokainę z ręki Kimberly. A ona rozbawiona, nie miała nic przeciwko. Śmiała się, upijając drinka ze szklanki.
    W głowie zaczęło mu huczeć i myślał, że zaraz straci nad sobą kontrolę. Z naprawdę wielkim trudem powstrzymał się, by nie przerwać Kim i jej towarzyszom tej świetnej zabawy. W jednej chwili poczuł do niej obrzydzenie. Przecież ona dobrze go znała. Wiedziała jakie miał zdanie na temat ćpunów. Jak mogła zrobić coś takiego?
    Kierowany złością, ruszył do jednego ze znajomych ochroniarzy.
    - Zgarnijcie tamten stolik - powiedział, kiwając głową w danym kierunku.
    Wiedział, że dziewczyna ma teraz przesrane i szczerze się z tego cieszył.
____________________

Hej wszystkim!
W końcu pojawił się długo wyczekiwany rozdział. Sama nie wiem jak mi wyszedł. Zdecydowałam, że opowiadanie zakończę szybciej niż to planowałam, bo nie chcę tego ciągnąć nie wiadomo ile. Nie mam czasu. Do tego wpadło mi kilka problemów, z którymi muszę się uporać. Przepraszam, że rozdziały nie pojawiają się tak często jak kiedyś. Trochę też brakuje mi już chęci.

Game kręci nowy teledysk i już nie mogę się doczekać, kiedy wyjdzie!




niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 19.

    - Chyba jednak zostanę w domu - burknął Miles, spoglądając na przyjaciółkę, która siedziała właśnie po turecku na jego łóżku. Sophie westchnęła zirytowana i wywróciła oczami.
    - Przestań pajacować, Miles. Twoja mama też uważa, że powinieneś wrócić do normalnego życia. Zostaw przeszłość za sobą, no błagam! Od pogrzebu minął prawie tydzień!
    Raper skrzywił się pod nosem i przysiadł na brzegu materaca.
    - Łatwo ci, kurwa, mówić. Widzisz co się dzieje? Ojciec Bekky mnie pogrążył, chociaż wtedy nawet jeszcze o tym nie wiedział... Kto mógł nagrać ten pieprzony filmik?
    - Czy to ważne?
    Rzucił brunetce jedno ostre spojrzenie.
    - Media wręcz się biją o wywiad ze mną. Wieszają na mnie psy. Kiedy pojawię się pod klubem, zaraz obejdą mnie pieprzeni paparazzi. Wszyscy mają mnie teraz za pierdolonego potwora, słusznie zresztą. Ale nikt nie musiał wiedzieć jaki jestem naprawdę! - fuknął, zaciskając dłonie w pięści.
    Wszystko wymykało mu się spod kontroli. Jake cały czas miał do niego żal, z Kimberly był skłócony, a teraz jeszcze wszędzie huczało o tym, jak potraktował swoją byłą żonę. Wiele osób, tak samo jak sam Miles, twierdziło, że był winny śmierci Rebecki. To wszystko powodowało, że mężczyzna najchętniej już nigdy nie opuszczałby swojej posiadłości.
    - Miśku... - głos Sophie tym razem zabrzmiał łagodnie. - Niczego złego nie zrobiłeś, zrozum. Ludzie się rozwodzą, małżeństwa się rozpadają... Ty i Rebecka odsunęliście się wtedy od siebie, wasze uczucie po prostu wygasło... Nie mogłeś być z nią do końca życia. Byłbyś nieszczęśliwy. A przecież każdy człowiek ma prawo do szczęścia... - uśmiechnęła się lekko, siadając za plecami Milesa i delikatnie zaczynając masować jego barki. - Każda decyzja, którą podjąłeś była dobra. Zobacz ile osiągnąłeś... Gdyby Bekky nie zaczęła ćpać, może udałoby się wam uratować związek. Ale ona się poddała... To znaczy, że nie zależało jej tak naprawdę na tobie i na Jake'u.
    - Nie mów tak... Ona kochała naszego syna... Zresztą, zapomniałaś już jakie numery odstawiała cztery lata temu...?
    - Tak, pamiętam. Moim zdaniem właśnie tym udowodniła, że chciała cię zniszczyć. Pewnie tylko udawała taką biedną, a tak naprawdę świetnie się bawiła z tymi swoimi kumplami od cracku i innego świństwa. Ryzykowała życie Jake'a, chociaż może robiła to nieświadomie. Ale robiła to po to żeby skrzywdzić Kimberly... Tym sposobem usiłowała cię zranić.
    Miles wiedział, że Sophie odwracała kota ogonem i chciała po prostu, by poczuł się lepiej... Mimo wszystko, może jednak był jakiś sens w tym, co mówiła...? Sam już nie wiedział co myśleć i w co wierzyć.
    - Rozluźnij się... Ona odeszła i nie zmienisz tego. Przechodzisz przez żałobę i  musisz stanąć na nogi, skarbie... Kiedy będziesz gotowy, zwołasz jakąś konferencję, czy coś... Opowiedz wtedy prawdę... Wszystko...
    - To głupi pomysł - mruknął cicho, przymykając oczy.
    - Zawsze możesz napisać książkę... - jego towarzyszka zaśmiała się cicho i cmoknęła go w policzek. - Na pewno dobrze by się sprzedawała. Wyjaśniłbyś wszystko i jeszcze na tym zarobił.
    - I grzebał w swojej przeszłości. Dzięki wielkie - odwrócił twarz w jej stronę. Wzruszyła lekko ramionami, uśmiechając się i patrząc mu w oczy.
    - Coś wymyślimy... Po prostu spróbuj się nie przejmować i wyrzuć z siebie te poczucie winy... Zabaw się trochę... Możemy zacząć już tutaj, teraz - przysuwając się, delikatnie musnęła wargi Milesa.
    Przeszyło go przyjemne ciepło, kiedy poczuł miękkie usta Sophie przy swoich. Dziewczyna szybko pogłębiła pocałunek, a on ślepo oddawał pieszczotę, na chwilę zapominając o całym świecie. Dopiero, kiedy brunetka wysunęła subtelnie język w jego stronę, coś go powstrzymało i odsunął się od niej. Odwrócił głowę i przetarł twarz dłonią, wzdychając cicho. Nagle poczuł się rozdrażniony. Dlaczego odmawiał sobie seksu przez Kimberly? Naprawdę miał na to ochotę, a mimo to... Po prostu nie mógł jej tego zrobić.
    - O, Boże... - mruknęła Sophie, przeciągając samogłoski. - Nie wierzę, że się ode mnie odsunąłeś.
    - Nie chcę jej ranić - szepnął szczerze i wstał.
    - Przecież nawet jej tu nie ma. Naprawdę chcę twojego szczęścia, ale nie rozumiem was. Cały czas się kłócicie.
    Miles w odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami.
    - To do ciebie niepodobne. Nie pamiętam czy w ogóle kiedykolwiek odmówiłeś numerku ze mną przez jakąś panienkę.
    Prychając cicho śmiechem, założył na siebie czarną bokserkę, a następnie tego samego koloru bluzę ze skórkowymi rękawami.
    - To dla mnie też jest dziwne, uwierz. Ale zostały mi na pamiątkę nasze filmy - wyszczerzył w uśmiechu zęby. Chociaż na chwilę poprawił mu się nastrój.
    Sophie otworzyła szeroko oczy, a następnie zmrużyła je niczym żmija.
    - Nie masz żadnych filmów, matole. Przestań wkręcać.
    - Pewnie, że mam. Są dobrze schowane, żeby Kim ich nie znalazła. Odkopię je kiedyś, kiedy naprawdę będę potrzebujący - odparł ze śmiechem, otwierając jedną z szuflad, w której trzymał swoje wszystkie drogocenne błyskotki.
    - Jesteś pojebany, ale chyba nie aż tak, żeby kręcić jakieś domowe porno - fuknęła dziewczyna, krzyżując ramiona na piersiach.
    Zapinając złoty zegarek na nadgarstku, raper uniósł wyzywająco brew.
    - Jesteś tego pewna?
    Sophie wydęła usta, przy czym wyglądała jak mała naburmuszona dziewczynka, co jeszcze bardziej rozbawiło mężczyznę.
    - Dobra. Mógłbyś to zrobić. Ale nie zrobiłeś, prawda? Powiedz, że kłamiesz...
    - Wiesz co? Teraz żałuję, że nie pomyślałem o tym wcześniej. Byłaby z tego niezła kolekcja.
    - Więc nie ma żadnych filmów?
    Podszedł do łóżka, kręcąc przecząco głową. Pochyliwszy się, musnął ustami policzek Sophie, bo aż nazbyt przejęła się jego głupim żartem.
    - Nie panikuj. Nie nagrywałem nas - uśmiechnął się uspokajająco i wrócił do szuflady po złoty łańcuch na szyję. - Ale może zabawić się tak z Kim? - rzucił luźno, pół żartem, pół serio.
    - Puknij si w głowę - usłyszał w odpowiedzi i był pewny, że jego przyjaciółka właśnie krzywi się zabawnie na twarzy. - Czekam na dole - dodała, wstając z łóżka. Po chwili trzasnęła lekko drzwiami od jego sypialni i w pokoju zapanowała nieznośna cisza. 

*

    Było już koło północy, a Miles bawił się średnio. Wszedł wcześniej tylnym wejściem do klubu, by nie wzbudzać żadnych sensacji i tym sposobem nie było zbyt wielu osób, które go rozpoznały. W tłumie roztańczonych ludzi widział Sophie, która co chwilę powtarzała mu, by w końcu się rozluźnił, oraz Jasona i CeCe. Żałował, że nie umiał się tak dobrze bawić jak jego przyjaciele. Niby czuł się lepiej, ale jednak... Coś było nie tak.
    - Nie łapię cię - rzucił Jay, kiedy usiadł obok rapera z butelką drogiego alkoholu w dłoni. Miles skrzywił się pod nosem, bo zbyt często słyszał te słowa. - Po co tu przychodzisz, skoro tylko siedzisz i obserwujesz?
    - Sophie mnie namówiła - odparł jak gdyby nigdy nic.
    - A nie chodzi o Kim, która jest gdzieś w tym tłumie?
    - Jest tu? - Miles uniósł lekko brwi, spoglądając na Lamara, który prychnął śmiechem.
    - Kłócicie się, a każde z was i tak gania za tym drugim. Czemu w końcu się nie dogadacie?
    - Najwyraźniej nie umiemy. Odwal się - rzucił niezbyt przyjemnie i wstał. Zostawiając Jasona samego, ruszył przez tłum na parkiecie, nie zważając na dziewczyny, które próbowały go zachęcić do siebie swoimi kocimi ruchami. Doszedł do baru i wyciągnął z kieszeni swój portfel.
    - W taki sposób opłakujesz zmarłą żonę? - zapytał znajomy kobiecy głos. Miles podniósł głowę i zobaczył, że Kim stała obok niego i opierała łokcie o blat baru. Pojawiła się znikąd. Od razu przeskanował ją swoim spojrzeniem i jak zwykle, stwierdził, że wyglądała gorąco.
    Tęsknił za nią trochę... Nie widział jej od ich ostatniej kłótni. Minęło kilka dni...
    - Widzę, że nie możesz długo beze mnie wytrzymać - odpowiedział niewzruszony.
    - Po prostu przyszłam się napić.
    - Co chcesz? - zapytał, gniotąc w dłoni stu dolarowy banknot.
    - Nic od ciebie nie chcę - fuknęła, unosząc wysoko brodę.
    Uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony jej dziecinnym zachowaniem. Ale zaraz spoważniał i znowu spojrzał w oczy ukochanej.
    - Spędzasz tu każdą noc?
    Pokiwała głową, wymuszając obojętny wyraz twarzy. Wzrok miała odwrócony. Chyba z całych sił chciała mu pokazać, że świetnie sobie bez niego radziła, ale Miles i tak dobrze wiedział, jak było naprawdę.
    - Miałaś przychodzić do mnie - upomniał ją, niczym surowy ojciec. Jego opiekuńczość uruchomiła się w momencie. To było jak pstryknięcie albo włączenie światła.
    - Nie mam na to ochoty - odparowała dumnie.
    Raper wywrócił oczami i pokręcił głową.
    - Jak chcesz, ale pamiętaj, że Cali jest też moją córką i chcę się z nią widywać. I nie przychodź do mnie z płaczem, kiedy trafisz na jakiegoś skurwiela, który cię zgwałci, albo pobije - warknął i odwrócił się od niej.

*

    Kiedy zobaczyłam Milesa przy barze, nie mogłam się po prostu powstrzymać. Musiałam do niego podejść... Wyglądał cudownie. Umięśniony, wysoki, wytatuowany... Jeszcze te ubrania i złoto. Chyba nigdy nie przestanę zachwycać się jego wyglądem... To był najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam.
    Zachowywałam się cholernie głupio. Ostatnia nasza kłótnia była przesadą, a ja teraz zamiast się z nim pogodzić, to tylko pogarszałam sytuację... Powinnam zapytać się, jak się czuje, jak sobie radzi po pogrzebie... Co z Jake'em...
    Zagryzając usta, patrzyłam jak raper odsuwa się ode mnie. Przeszedł kilka kroków w bok i tak po prostu wcisnął się przed kimś, by złożyć zamówienie.
    Widziałam jak podaje banknot i nawet nie odbiera reszty. Dawał wysokie napiwki... Nim jednak dostał swój alkohol, jakiś koleś, prawie tak samo wysoki jak Miles, przyczepił się do niego. Podeszłam bliżej, przeczuwając, że to się nie skończy dobrze.
    - Nie widzisz, kurwa, że tu stoję? - warknął tamten facet w stronę Milesa, po czym szarpnął go za ubranie.
    O nie. Co to za idiota..?
    Widziałam, jak złość wykrzywia twarz gwiazdora w nieprzyjemnym grymasie. On nie pozwalał sobą pomiatać. Zawsze musiał być górą, zawsze musiał mieć ostatnie zdanie.
    - Jeszcze raz mnie dotkniesz, a nie ręczę za siebie - ostrzegł, zaciskając dłonie w pięści.
    Wyglądał jednak tak, jakby tylko czekał na kolejny ruch ze strony przeciwnika. Uświadomiłam to sobie wtedy, kiedy Miles został pchnięty i w zamian wymierzył pierwszy cios. Mignęła mi jego pięść, która już była ubrudzona czyjąś krwią. Wokół nich zrobiło się zamieszanie, a kolejne ciosy spadały jak grad z nieba. Wpadłam w panikę. Za każdym razem, kiedy Miles obrywał, stawało mi serce. Jednak ostatecznie to on wygrywał, powalając faceta na ziemię. Oddychał głęboko, a jego oczy aż błyszczały ze złości. Otarł rozciętą wargę z krwi i wydawało się, że już jest po wszystkim. Ale dostrzegłam jakiegoś innego chłopaka, który już miał zamiar rzucić się na nieświadomego tego rapera. Nie wiem jak to zrobiłam, nawet nie pomyślałam. Po prostu złapałam za butelkę Daniels'a, która stała na barze i zamachnęłam się, rozbijając ją na głowie atakującego. Od razu runął na podłogę. Przez przepychanki, które zaczęły powstawać między innymi, chyba nawet nie wiele osób zauważyło mój wyczyn. A ja stałam z ustami zakrytymi dłonią i patrzyłam przerażona na to, co zrobiłam. Chłopak we włosach miał krew i kiedy to zobaczyłam, myślałam, że ugną się pode mną nogi. W życiu się tak nie bałam...
    - Chodź stąd - poczułam, jak Miles łapie mnie za dłoń i ciągnie mnie do przodu, przepychając się przez tłum ludzi i pilnując jednocześnie, by nikt mnie przypadkiem nie uderzył.
    Robiłam co chciał, byłam w zbyt wielkim szoku, żeby w ogóle mu się stawiać.
    Wypadliśmy na zewnątrz, a on nie puścił mojej ręki, dopóki nie dotarliśmy do jego Range Rovera. Miles wtedy otworzył auto i szybko wskoczył za kierownicę. Ale ja nie mogłam się ruszyć...

*

    Chciał teraz być jak najdalej tego pieprzonego klubu. Wiedział, że lada chwila pojawi się tu policja, a on miał dosyć problemów na dziś. Co prawda, nie miał pewności, czy nikt go w tym tłumie przy barze nie rozpoznał, ale było takie zamieszanie i wszystko działo się tak szybko, że chyba tym razem mu się upiecze...
    Ciągnął Kim za sobą, by również i ją trzymać od tego wszystkiego z dala. Widział, jak rozbija butelkę na głowie tamtego chłopaka i szczerze mówiąc, był lekko zaskoczony. Miał jednak świadomość tego, że zrobiła to w jego obronie. Chciała mu pomóc, narażając siebie tym samym na problemy...
    Wsiadł szybko do samochodu i już miał odpalić silnik, kiedy uświadomił sobie, że blondynka dalej stała w jednym miejscu i aż trzęsła się ze strachu.
    - Kim... - zaczął, podchodząc do niej.
    - Zabiłam go...? Miał krew we włosach... O, Boże... Zabiłam go... - szlochała cicho, a jej oczy już błyszczały od łez.
    Miles bez zastanowienia objął ją mocno i przyciągnął do swojej piersi.
    - Na pewno nic mu nie będzie. Rozcięłaś mu skórę przez szkło i to wszystko. Pewnie gdyby nie był pijany, to nawet nie straciłby przytomności... - próbował uspokoić dziewczynę, opierając podbródek o czubek jej głowy. - Nic mu się nie stanie... Musimy stąd spieprzać, bo zaraz przyjadą psy. Wiesz, że miałem z nimi problemy. Wsiądź ze mną do samochodu i trzymajmy się od tego z dala...
    Myślał, że nie uda jej się tak szybko przekonać, ale Kim po chwili pokiwała głową i powoli ruszyła w stronę auta.
    Jechali w kompletnej ciszy do jego domu. Miles był zmęczony i obolały po bójce, a Kim... Wydawało mu się, że cały czas była roztrzęsiona.
    I co miał teraz zrobić...? Czy powinien znowu brać dziewczynę do siebie? Nie widzieli się od kilku dni... Nie wiedział, czy ta przerwa była wystarczająco długa, ale już zdążył zatęsknić za tą gówniarą... Chciał spędzić z nią resztę nocy. Chciał zasnąć, tuląc się do jej miękkiego i ciepłego ciała. Tylko, że nie zniesie następnej kłótni...
    Zatrzymał się pod swoim domem i odetchnął głęboko. Odwrócił głowę w stronę blondynki, kiedy wyczuł, że ta na niego patrzy.
    - Boli cię...? - zapytała cicho, opuszkami palców delikatnie dotykając rozciętej wargi mężczyzny. Od razu przeszył go dreszcz. Chwycił za jej nadgarstek i najpierw pocałował jej dłoń, a następnie przytulił do niej swój zarośnięty policzek.
    - Obiecaj mi, że dziś nie będziemy ze sobą walczyć... Chcę chociaż jednej normalnej nocy z tobą - powiedział.
    Kimberly jedynie pokiwała twierdząco głową.
    Oboje wysiedli z samochodu i weszli do domu Milesa. Raper podążył na górę do swojej sypialni. Słyszał, że Kim idzie tuż za nim.
    Weszli do pokoju, a on ściągnął z siebie górne ubrania i pozostał w samych dżinsach. Opadł ze zmęczeniem na łóżko, a przed jego oczami mignęła mu ukochana, która na chwilę zniknęła w łazience. Wróciła do pokoju z apteczką, którą musiała wyciągnąć z szafki.
    - Nie musisz tego robić - zapewnił ją Miles. Rozcięta warga i kilka siniaków to nic w porównaniu z tym, jak czasem zdarzało mu się obrywać w dzieciństwie. Ale Kim chyba nie miała zamiaru go słuchać, bo stanęła bez słowa między jego kolanami i wyciągnęła gazę, na którą wylała trochę wody utlenionej. Naprawdę delikatnie zaczęła oczyszczać wargę Milesa. Trochę go szczypało, ale nawet nie syknął. Przymknął oczy i po prostu pozwolił jej na zabawę w pielęgniarkę.
    - Przepraszam za dzisiejszą noc... - przerwała nagle ciszę. Spoglądając w smutne oczy dziewczyny, Miles westchnął cicho i ułożył swoje dłonie na jej biodrach, chcąc poczuć ją jeszcze bardziej. - Jak sobie radzisz...? - zapytała, a on dopiero po chwili zorientował się, że chodzi jej o utratę Bekky.
    - Ja się jakoś trzymam... Ale Jake... Nie może się z tym pogodzić.
    - Potrzebuje czasu... - szepnęła cicho, opuszkami palców przesuwając po twarzy gwiazdora.
    - Stanęłaś dziś w mojej obronie... Dziękuję...
    - Nie chciałam żeby stała ci się krzywda... Poza tym, ty też postąpiłbyś tak samo - odpowiedziała, skupiając się na ranie.
    - Ale ja jestem facetem - mruknął cicho, zsuwając dłonie nad jej pośladki. Czuł jak przez dziewczynę przechodzi dreszcz, ale on zamierzał na tym poprzestać. Teraz to nie był odpowiedni moment na ciągnięcie jej do łóżka, chociaż naprawdę tego chciał... Ale potem między nimi mogłoby być jeszcze gorzej...
    Kimberly po raz ostatni przesunęła wacikiem po lekko spuchniętej wardze Milesa i odłożyła go na bok. Popatrzyła mu w oczy.
    - Kocham cię - powiedziała wprost, a on wiedział, że mówiła szczerze. Po prostu czuł, że te słowa za każdym razem wychodziły z głębi jej serca, a mimo to... Cały czas miał jakieś chore wątpliwości.
    - Ja ciebie też - odpowiedział jedynie i wyciągnął jedną z rąk do góry. Chwycił Kim za włosy i lekko pociągnął za nie w dół, by dziewczyna się pochyliła. Nie walczyła z nim. Dobrze wiedziała, o co mu chodziło. Musnęła delikatnie jego usta swoimi, a kiedy Miles chciał pogłębić pocałunek, szybko się odsunęła i wyprostowała.
    - Dopiero co rozwaliłeś sobie wargę. Musisz teraz poczekać aż trochę się zagoi - przypomniała mu i w końcu zdobyła się na blady uśmiech.
    - Wcale mnie nie boli, kiedy mnie całujesz - powiedział od razu, znowu przyciągając ukochaną do siebie. Dzięki temu wywołał u niej rozkoszny chichot i momentalnie sam poczuł się jeszcze lepiej.
    - Ale smak krwi nie jest zbyt przyjemny, twardzielu - rzuciła, ulegając Milesowi i siadając mu okrakiem na kolanach. Pchnęła go na łóżko. Kiedy na nie opadł, zsunęła się z jego ciała i przytuliła do boku mężczyzny.
    Zaczął gładzić jej krągłe biodro swoją dłonią i przez długi czas panowała cisza. Miles nawet myślał, że Kim już zasnęła, ale wtedy się odezwała:
    - Myślisz, że naprawdę nie zabiłam tamtego chłopaka...?
    Drżenie w jej głosie zdradziło ją z tym, jak duży strach czuła na samą myśl o tym. Miles westchnął cicho i przytulił ją jeszcze mocniej.
    - Na pewno nic mu nie będzie... Nie martw się tym. Sam raz oberwałem butelką w głowę. Może jestem teraz trochę nienormalny, ale... - wzruszył lekko ramionami i zaśmiał się cicho. Kłamał, ale chciał rozluźnić atmosferę i uspokoić Kim. - Śpij już... Powinnaś odpocząć.
    - Ty też... - szepnęła sennie.
    Sam Miles jeszcze długo nie mógł zasnąć. Nie chciał marnować nocy na sen, kiedy obok siebie miał swoją dziewczynę... Samo patrzenie na nią już napawało go dziwnym, niewytłumaczalnym szczęściem... Do tego, zdawał sobie sprawę, że kiedy rano się obudzą, wrócą do szarej rzeczywistości, w której oprócz ich miłości, była też złość i nienawiść...
____________________

No hej!
W końcu dodaję rozdział. Jest bardzo średni, ale no jestem tak zalatana, że ciężko mi się skupić na pisaniu :< Przepraszam Was za jakość. Muszę Wam powiedzieć, że pewnie tak około dziesięciu rozdziałów i dojdziemy do końca historii Milesa i Kim :) Mam już rozpisany plan i teraz tylko pozostaje napisać rozdziały. Jestem ciekawa ile tak naprawdę Was tu wszystkich jest, ile Was zostanie do końca.
Nie wiem, kiedy pojawi się kolejna część, ale sama liczę na to, że uda mi się ją napisać szybciej niż tą. Trzymajcie za to kciuki xD

P.S. Game chyba znowu kręci nowy teledysk! ^^